Wakacyjne zakupy książkowe

Koniec czerwca i początek lipca to trzy wyjątkowo udane zakupy książkowe. Dwa pierwsze – owoc mojego głodu książek dla dzieci plus ukazania się nowego tomu Biblioteki Grozy – są z Arosa: „Lotta z ulicy Awanturników”, „Pippi Pończoszanka”, „Pippi wchodzi na pokład”, „Pippi na południowym Pacyfiku”, „Dzieci z ulicy Awanturników”, „Nils Paluszek i inne opowiadania” i „Przygody detektywa Blomkvista” Astrid Lindgren, „Mary Poppins. Opowieści zebrane” („Mary Poppins”; „Mary Poppins wraca”; „Mary Poppins otwiera drzwi”; „Mary Poppins w parku”; „Mary Poppins na ulicy Czereśniowej”; „Mary Poppins i sąsiedzi”; „Mary Poppins w kuchni”; „Mary Poppins od A do Z”) Pameli L. Travers, „Pan Kleks” („Akademia pana Kleksa”; „Podróże pana Kleksa”; „Tryumf pana Kleksa”) Jana Brzechwy, no i „Nadprzyrodzone” Ambrose Bierce’a.

                             


Gdy tylko zobaczyłam informację, że Biblioteka Grozy wydaje Bierce’a (do którego mam słabość, bo choć mocno niedoskonały, ma swój klimat), co chwila sprawdzałam fanpage serii, a gdy książka została wreszcie wydana – od razu dopadłam katalog Arosa. „Lotta” to moja dawna dziecięca czytelnicza ulubienica – i czytana dwadzieścia parę lat później, nadal się broni. „Dzieci z ulicy Awanturników” to zakup na zasadzie „No przecież tam znów jest Lotta” (urocza lektura). „Pippi” dobrze było sobie przypomnieć (dwa pierwsze tomy) i poznać lepiej (trzeci tom). Po „Nilsa Paluszka” sięgnęłam, bo opis zaciekawiał, a „Detektyw Blomkvist” to nie tylko chęć dalszego poznawania Lindgren, lecz i słabość kryminałowa. No dobrze, opowieść detektywistyczna dla dzieci, ale dalej detektywistyczna!


„Mary Poppins” zaczytywałam się w dzieciństwie; miałam na własność niemal wszystkie tomy, ale niestety porozwalały się (trochę przez przeprowadzki, a trochę przez mój paskudny w dzieciństwie zwyczaj czytania książek jakoś tak, że się rozwalały – cała „Ania z Zielonego Wzgórza” tak mi się rozeszła na pojedyncze kartki) i zniknęły z domowej biblioteki (gdzieś jeszcze wędrują grubsze lub cieńsze partie kartek). Jakiś rok temu zrobiłam sobie z „Mary” powtórkę – czar nie zniknął. A ten wielki, zbiorowy tom, uzupełniony o jeszcze dwie niepublikowane dotąd w Polsce historie (w gruncie rzeczy mało porywające, ale całkiem sympatyczne i atrakcyjne jako smaczek dla miłośniczki tej serii), po prostu mnie zaczarował. I są tam oryginalne ilustracje, rysunki Mary Shepard, jedyne, które mają prawo pojawiać się w książkach o Mary Poppins! Tom jest przepięknie wydany, można się zakochać.





„Pan Kleks” to też moja dawna czytelnicza miłość. Miałam taki sam tom, jak ten na zdjęciu, tyle że w miękkiej okładce. I oczywiście też się rozlazł na kartki.


I znów – jedyne właściwe rysunki, ilustracje Jana Marcina Szancera. Do tego te kolorowe – na pięknym, śliskim, błyszczącym papierze. No, to mi się już nie ma prawa rozejść na kartki.





A to – efekt wczorajszej wizyty w Książnicy. Znów wyprzedaż za złotówkę! Upolowałam dwanaście tomów (w tym trzy po angielsku, dwa po niemiecku, dwa kryminały, dwie opowieści grozy, jeden tom z małej serii „ceramicznej” i jedna powieść Updike’a):


„Hallo Mr. Zebra” – Bianca Döring;
„Letzte Stunde des Nachmittags” – Hans Löffler;
„Rzym. Ludzie i budowle” – Jerzy Ciechanowicz;
„Gwiazda filmowa” – Muriel Spark;
„Kochana córeczka” – Eric Malpass;
Chile death. A China Bayles Mystery – Susan Wittig Albert;
„Balkon był za wysoko” – Alfonz Bednár;
„Marmurowy faun” – Nathaniel Hawthorne;
„Roger’s version” – John Updike;
„Raj ze szkła” – Angelika Mechtel;
Taking the fifth. A J.P. Beaumont Mystery– J.A. Jance;
„Panna B. ” – Maurice Pons.

Podsumowując: uwielbiam Arosa (ma tak obniżone ceny, że aż boję się tam zaglądać, bo w ramach oszczędzania pieniędzy co chwila coś tam kupuję). Uwielbiam wyprzedaże w Książnicy. Przeczytałam już obie Lotty, wszystkie Pippi, opowiadania z tomu o Nilsie, całą Mary Poppins, a teraz czytam „Taking the fifth” i dochodzę do wniosku, że to naprawdę całkiem niezłe kryminałowe czytadło.

Tak to wygląda w Książnicy. Niby miło, grzecznie i spokojnie, ale gdy się podejdzie, od razu można poczuć, że instynkt bibliołowcy jest w pełnej gotowości bojowej. To znaczy poszukiwawczej. Zresztą na jedno wychodzi.

Jest tylko jeden problem – gdzie to wszystko postawić. Ścian mam na szczęście dużo, tylko regałów i półek na książki na razie zabrakło (pieniędzy na regały i półki na książki też, bo wszystko poszło na książki).

Nihil novi sub Jove, prawda? Przecież też to znacie.

Podziel się tym:

Comments

4 komentarze:

  1. Hm, u mnie jest inaczej: pieniądze na regały bym znalazła, ale miejsca nie mam. W mieszkaniu nie zmieściłby się nawet najmniejszy mebel. Dlatego też obecnie niewiele kupuję, korzystam z biblioteki :)
    A zakupy wspaniałe. Z tych książek dla dzieci znam wszystkie, z tych dla dorosłego czytelnika – żadnej. Najbardziej jestem ciekawa Updike'a. Dawno już nie sięgałam po tego autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli zawsze czegoś brak - albo pieniędzy, albo miejsca na książki. Ja w tej chwili ma dużo ścian, które się proszą o półki, bo półki regałów już się zapchały; parę miesięcy temu zaadaptowałam na półkę połowę progu przy drzwiach tarasowych, ale z drugą połową już nie dam rady, muszę te drzwi jakoś otwierać...
      Tak, zakupy są cudowne :) Lindgren w gruncie rzeczy mam mało obczytaną ("Lotta", "Pippi" i "Dzieci"), więc zapoznawanie się z jej pozostałymi książkami to miła sprawa. Też jestem ciekawa Updike'a, bo to jeden z moich szczególnie lubianych pisarzy, a o tej książce dotąd nie słyszałam. Właśnie skończyłam "Taking the fifth" i chyba wezmę się za "Pannę B.", bo zapowiada się historia grozy...

      Usuń
  2. Ooo, Mary Poppins! Uwielbiałam tę serię w dzieciństwie, a teraz kusi mnie to zbiorcze wydanie, ale z drugiej strony może by lepiej kupić w oryginale? Ech, rozterki mola książkowego ;) najlepiej by było kupić i to i to!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspaniałe są te powroty do uwielbianych w dzieciństwie książek :) O wersji oryginalnej nie pomyślałam, może częściowo dlatego, że to zbiorcze tak mnie zachwyciło, a częściowo dlatego, że polskie tłumaczenia tak mi się mocno związały ze wspomnieniami z dzieciństwa, więc chcę mieć znów dostęp do tych samych słów i zdań, które kiedyś czytałam?
      Mieć to i to - racja, to najlepsze wyjście. Chociaż nie dla portfela :D

      Usuń