Podsumowania, powroty i plany



Miniony rok był bardzo specyficzny, pod niektórymi względami świetny, pod innymi kiepski – na przykład pod względem zdrowia, bo co chwila coś mnie dopadało, jak choćby teraz: tydzień poświąteczno-noworoczny spędzam na antybiotyku, z zapaleniem oskrzeli. Czytelniczo też było różnie – choć nie powiedziałabym, że źle. Przeczytałam sto siedemdziesiąt książek – w tym sporo powtórek, szczególnie kryminałów, ale nie odczuwam z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Miałam ochotę i apetyt na dany tytuł – więc go sobie przeczytałam po raz drugi, piąty czy dziesiąty. I dobrze.


Rezygnacja z robienia w 2014 listy „X książek, które muszę przeczytać w roku Y” była bardzo dobrą decyzją – dzięki temu uniknęłam kolejnej porcji wyrzutów czytelniczego sumienia. Widzę wyraźnie, jak bardzo moje czytelnicze apetyty są uzależnione od nastrojów, sytuacji, pór roku, ilości obowiązków etc.; jak często nachodzi mnie na coś ochota zupełnie znienacka; jak nieprzewidywalna w gruncie rzeczy jest czytelnicza droga każdego roku; jednym słowem, spisy „te książki muszę w tym roku przeczytać koniecznie”, robione na początku stycznia, to świetny sposób, bym przez kolejne miesiące czuła dyskomfort, sięgając po coś innego i widząc, że lista przeczytanych książek zawiera inne pozycje niż te, które sobie wcześniej zaplanowałam.
W tej chwili o wiele bardziej podoba mi się brak planów i list – nie w ogóle, bo plany i listy dalej szalenie uwielbiam, ale akurat w tym konkretnym przypadku rezygnacja z nich jest zdecydowanie lepsza. Odzyskuję to, co w ostatnich latach gdzieś, jakoś zagubiłam – poczucie swobody i wręcz zmysłową przyjemność sięgania po taką książkę, na jaką akurat dziś, teraz, w tym momencie mam ochotę. Żadnych „muszę, powinnam, trzeba”, żadnych wyrzutów sumienia – i żadnych nakazów.
Może za jakiś czas znów wrócę do spisywania list „książek, które w danym okresie muszę przeczytać” – bo nie odmawiam tym listom uroku, sensu ani wartości, przeciwnie. Tyle tylko, że obecnie nie sprawiają mi one radości, za to ciążą. Dlatego zrobioną tuż przed sylwestrem listę „50 książek, które chce przeczytać w 2015” – chwilę po ukończeniu podarłam. I od razu poczułam się wolna, gotowa ulegać pokusom, które czekają na mnie na każdej półce z książkami.

W 2014 dominowały na mojej liście czytelniczej kryminały, zwłaszcza Agatha Christie. Nie bez powodu: dzięki przeniesieniu się do własnego mieszkania mogłam rozpakować połowę zalegających kartonów z książkami, odnalazłam mój zbiór Christie i – po trzyletnim braku dostępu do nich – zafundowałam sobie wielki powrót do klasyki. Ogromnie miła ta powtórka – tym bardziej że niektóre tytuły zapamiętałam jako kiepskie lub irytujące, a teraz, przy ponownym czytaniu, okazywało się, że są świetnymi i wciągającymi historiami. Od razu zachciało mi się powtórzyć także te tomy, których nie mam, więc zaczęłam szukać ich w księgarniach i na Allegro. W efekcie uzupełniłam zbiór o kilkanaście pozycji – brakuje mi już tylko piętnastu powieści Christie.

Jeśli chodzi o nabytki, to wzbogaciłam się o pięćdziesiąt dwie książki, ale jako zakupione mogę uznać tylko czterdzieści trzy, pozostałe to prezenty albo tomy, w których ukazały się moje artykuły. Nawet jeśli uwzględnić wszystkie książki, to i tak zrobiłam wielki postęp w ograniczaniu zakupowoksiążkoholizmu – pięćdziesiąt dwa tomy zamiast stu pięćdziesięciu albo trzystu, jak bywało w poprzednich latach. Nie czułam się przygnieciona narastającym księgozbiorem ani tym, że nie nadążam z jego czytaniem. To był dobry pomysł, w tym roku trzymam się go dalej.

Z wyzwaniami poszło mi różnie. To poetyckie było klapą – poza Wergiliuszem nie ruszyłam dalej. Z „Litery w tle” szybko zrezygnowałam. „Polacy nie gęsi” wyszło całkiem znośnie pod względem liczby, ale nie wyrobiłam z koniecznymi recenzjami. „Projekt Nobliści” – ilościowo przyzwoicie, ale bardzo monotonnie. „Originaliter” – całkiem nieźle, choć nie doszłam do dwunastu tytułów, tylko do ośmiu, ale jednak wyrobiłam sobie ten nawyk regularnego czytania w oryginale.
Naprawdę dobrze poszły dwa wyzwania – „Przeczytam tyle, ile masz wzrostu” i „Z półki”. W pierwszym wypadku przeskoczyłam własny wzrost (nawet na najwyższych szpilkach) o dobry metr – wyszło mi 280,2 centymetra. W drugim poziom mistrza osiągnęłam trzykrotnie – własnych książek, kupionych przed 2014, przeczytałam dziewięćdziesiąt dziewięć (w tym sześćdziesiąt powtórek i trzydzieści dziewięć pozycji czytanych po raz pierwszy). Plus, jak się okazuje, bardzo dużo było w moich zeszłorocznych lekturach książek napisanych przez kobiety.

Brakowało mi w zeszłym roku prowadzenia tego blogu – ale brakowało mi też na to chęci, sił i czasu. Mam jednak ogromną nadzieję, że w tym roku będzie inaczej – nie chcę tracić czegoś, co daje mi przyjemność. Zresztą mam też więcej motywacji – z różnych powodów.

Jeśli chodzi o plany czytelnicze na 2015, to są bardzo proste. Listy książek „przeczytać koniecznie” nie ma. Z wyzwań wybieram na razie tylko dwa* – „Z półki” i „Przeczytam tyle, ile mam wzrostu” (wprawdzie nie widzę nigdzie informacji o kontynuacji „Z półki” w 2015, ale to za dobre wyzwanie, by z niego rezygnować, nawet ryzykując samowolkę). Jeśli po drodze trafi się jeszcze jakieś ciekawe i pasujące, to pewnie chętnie podejmę, wolę się jednak na starcie zanadto nie obciążać. Kupowanie nadal ograniczam; zdecydowanie chcę uzupełnić kolekcję Christie o brakujące piętnaście tomów, zdobyć biografię Poirota, trzy brakujące tomy Munro (albo dwa, jeśli okaże się, że ten wydany przez Świat Książki jest kompilacją opowiadań, które już mam) oraz nowe tomy, które wyda Biblioteka Grozy (przy dobrych wiatrach może być ich, jak w 2014, cztery-pięć) i dwa-trzy tomy Joe Alexa (tu też chcę uzupełnić kolekcję) – to już dwadzieścia sześć-dwadzieścia siedem pozycji. Powiedzmy, że wraz z marginesem bezpieczeństwa (w końcu nie wiadomo, co się fascynującego ukaże w tym roku) zakupowy plan w 2015 to maksymalnie czterdzieści książek – postaram się go trzymać. Skompletowanie Christie jest punktem szczególnie ważnym  – bo i jak się tu chwalić swoim zbiorem kryminałów, gdy nie ma w nim wszystkich utworów królowej tego gatunku?

A poza tym – będę przez cały rok czytać, czytać i czytać. I pisać o tym czytaniu.

* Mała poprawka –jednak trzy wyzwania, nie dwa. Zapomniałam o „Originaliter”, a chcę je kontynuować. W tym wypadku wyjątkowo pozwolę sobie na trochę wyraźniejsze zaplanowanie listy: poza dowolną liczbą pozycji po angielsku muszą się tu koniecznie znaleźć co najmniej dwie książki po niemiecku.
Biorę się teraz za życiowe plany na 2015. I za jakąś książkę.

Podziel się tym:

Comments

12 komentarze:

  1. Zycze duzo zdrowia w Nowym Roku oraz skompletowania Christie i Joe Alexa.
    Podarlas liste ksiazek do przeczytania?
    Prawie nie moge uwierzyc :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i dziękuję :) Kompletny zbiór Christie i Alexa to bardzo ważne zadania na ten rok. Mam na Christie osobną półkę (ale książki stoją w dwóch rzędach), jest tam jeszcze miejsce na te brakujące tomy. A wszystkie kryminały w tej chwili zajmują dobre pięć rzędów.
      Wiem, to brzmi niemal jak herezja - podarłam listę książek do przeczytania. Jestem heretyczką i dobrze mi z tym :D

      Usuń
  2. Mam nadzieję, że jednak więcej wpisów będzie w tym roku! :)

    Munro ze Świata Książki to powinna być nowa rzecz, ostatni niewydany w Polsce zbiór (pierwotnie z 1974 roku). Chyba, że jak nie patrzyłam, rzucili coś innego ;)

    Mnie udało się skompletować Christie jakieś ~10+ lat temu, kiedy była taka seria wydawnicza w kioskach. Bardzo przyzwoite wydania, ładnie wyglądają (a po zamalowaniu markerem numerków seryjnych można je też ładnie ustawiac na półce ;)). Też czasem mam takie szaleńcze pragnienie powtórzenia dziesięciu Christie, dziesięciu Chmielewskich, serii o Ani z Zielonego Wzgórza (rok temu), o Emilce (teraz), też się poddaję, bo czemu nie?

    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!
    Girl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję :)

      Liczę właśnie na to, że Munro z ŚK (chyba "Coś, o czym muszę ci powiedzieć" - ale nie pamiętam dobrze tytułu, a nie chce mi się w tej chwili guglać) jest zbiorem dotąd niepublikowanych opowiadań. A ja mam jeszcze trzy nieprzeczytane dotąd Munro na półce, będzie co robić!

      Pamiętam kilka serii Christie - moje zbiory to te małe czarne tomiki z krukiem i późniejsze wzorowane na nich oraz duże z Biblioteczki Konesera. Serię z numerkami (w twardych okładkach, prawda?) kojarzę, ale nie podobała mi się, więc z tej wersji nic nie mam. Za to ogromnie mi przypadła do gustu seria "Klasyka kryminału" - dostałam z niej na urodziny "Tragedię w trzech aktach" i myślę, że jeszcze parę tytułów w tym wydaniu poszukam, są urocze.
      Chwilami czuję żal, że niektórych pozycji nie udało mi się upolować w takim wydaniu, w jakim po raz pierwszy je czytałam...

      Zgadzam się z tym pytaniem: bo czemu nie? Miewałam kiedyś wyrzuty sumienia, bo czas poświęcony na powtórkę jakiejś książki do czas zabrany innej, zupełnie nieznanej książce - ale teraz już ten argument do mnie nie przemawia. Czytanie służy mi do różnych celów, w tym do uszczęśliwiania się. Skoro mam ochotę się uszczęśliwić jakąś powtórką i/lub jakąś "lekką książką" - to czemu nie? To moje czytanie.
      Oj, Emilkę chętnie bym powtórzyła. Może po skompletowaniu Christie poszukam i tej serii na Allegro? Oby tylko w wydaniu, które miałam w dzieciństwie!

      Dziękuję i wzajemnie, wszystkiego najnaj! :)

      Usuń
  3. Gratuluję fenomenalnych wyników, których mogę tylko pozazdrościć, bo o osiągnięciu ich nawet nie marzę. :) Przy okazji zapraszam do mojego wyzwania "Grunt to okładka" - może przypadnie Ci do gustu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Z wyzwaniem chętnie się zapoznam.

      Usuń
  4. Czytam i zazdroszczę - rozwagi i praktyczności. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, te dwa określenia to dla mnie duży komplement :)

      Usuń
    2. Sama w tym roku, mimo składanych obietnic ograniczenia zakupów, kupiłam już trzy książki. Pomijam te trzy, które kupiłam w ostatnich trzech dniach grudnia :D Więc daleko mi do rozwagi, a i praktycyzmu u mnie za grosz ;), więc naprawdę zazdroszczę.

      Usuń
    3. U mnie teraz potężną większość pieniędzy pochłania remont - a że jestem w swoim mieszkaniu zakochana na zabój i chcę je remontować, urządzać i upiększać dalej, siłą rzeczy muszę bardziej uważać na wszystkie wydatki. Ot, pod koniec zeszłego roku musiałam kupić na przykład kabinę prysznicową - poszła na to kwota, za którą mogłabym zdobyć wiele tomów. Ale nie żałuję, książki - i ja - musimy mieć gdzie mieszkać ;)
      Poza tym zmniejszenie zakupów książkowych naprawdę uwolniło mnie od frustracji pod tytułem "coraz więcej książek kupionych i coraz mniej przeczytanych). W zeszłym roku czytałam własne zbiory - oraz pozycje z bibliotek - z odprężającym uczuciem nieprzytłoczenia.
      Zresztą, tak między nami, ja się w ogóle lubię trzymać za mordę ;) Autozamordyzm to nieraz fajna rzecz.

      Usuń
  5. Piękne plany! Ja też zamierzam skomplementowac Christie, ale jak na razie dopiero zaczynam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Powodzenia w kompletowaniu Christie, masz do wyboru tyle pięknych wydań!

      Usuń