Książka i kobieta

Pewien post Leseparatist sprowokował mnie ostatnio do zastanowienia się, ile w zasadzie czytam książek napisanych przez kobiety. Nie mam, na szczęście, żadnych odruchów z serii „nie czytam książek napisanych przez kobiety, BO NIE”, tak jak nie mam odruchów z serii „nie czytam polskiej literatury, BO NIE”. Po cichu jestem przekonana, że w ogóle nie dyskryminuję żadnej literatury na zasadzie „nie, BO NIE”. Nawet w przypadku gatunku, którego w zasadzie nie lubię, czyli fantastyki, mam swoje „ale” – Lema, opowieści grozy, nawet fantasy (tu – dwie powieści An-Nah i pierwsza część powieści Jettee).

Książek napisanych przez kobiety jest na moich listach czytelniczych zdecydowanie niemało – choć nie powiedziałabym, że dominują. Fakt, nie wybieram z półki książek z myślą „teraz czas na kobietę”. Z drugiej strony, nie myślę też „teraz czas na mężczyznę”. Na płeć pisarzy w przypadku książek zwracam uwagę głównie wtedy, gdy sięgam po coś z psychologii i zagadnień feministyczno-genderowych – świadomie szukam kobiet, bo im bardziej ufam i u nich spodziewam się znaleźć tematy mi bliższe, prawdziwsze i ciekawsze. Z pełną stanowczością zakładam: autor o sytuacji kobiety w świecie, feminizmie, szukaniu własnego miejsca, ustawianiu relacji z innymi ludźmi etc. nie powie mi niczego albo powie mi niewiele przekonującego; autorka – bardzo dużo. To proste, w tych dziedzinach szukam głosu grupy, która jest mi bliższa życiowo. Poza tym w przypadku mężczyzn zawsze mam brzydkie podejrzenie, że zaraz trafię na jakiegoś neokonserwatystę albo histeryka z grupy „uciskanych facetów, którym feminizm wysysa siły witalne i powoduje przedwczesne łysienie”.
(A tak na marginesie, zauważyłam, że większość moich ulubionych kryminałów została napisana przez kobiety).

Nie podjęłabym decyzji w rodzaju „w tym roku czytam tylko kobiety”, tak jak nie chciałabym ograniczyć swojego czytania do żadnej kategorii „tylko to”. Ale postanowiłam liczyć, ile w 2014 roku przeczytam książek napisanych przez kobiety – nieważne, czy będzie to beletrystyka, czy poezja, czy literatura fachowa. Nie robię z tego osobnego wyzwania (nie mam na nie nawet pomysłu), po prostu w zakładce „Wyzwania 2014” dorzucę sobie dodatkowy, kobieco-autorski spis tytułów. Wnioski – za rok.
Chwilowo nie jest źle – na piętnaście przeczytanych książek osiem napisały kobiety, a nawet osiem i pół, bo antologia The Omnibus of 20th Century Ghost Stories zawiera opowiadania kobiet i mężczyzn. (Faza na Munro i dwie obecnie kontynuowane serie kryminałów nabijają statystyki). W czytanych  teraz czterech pozycjach panuje równowaga – dwie autorki, dwóch autorów.
Co będzie dalej – zobaczymy.

(Zdjęcie pochodzi stąd).

Podziel się tym:

Comments

6 komentarze:

  1. Być moze kiedyś już pisałam, że czytam zdecydowanie więcej kobiet niż mężczyzn... Jakos nie lubię za bardzo męskiego pisania, z małymi wyjątkami. Trochę może przekornie po prostu ;) Wolę sięgać po książki pisane przez kobiety (chociaż kobiece autorstwo nie jest oczywiście [niestety] automatycznym wyznacznikiem jakości).

    A propos Munro, właśnie przeczytałam na stronie Wydawnictwa Literackiego, że Księżyce Jowisza w kwietniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pisałaś, pamiętam; ja z kolei mam wielu ulubionych pisarzy, ale ciągle pamiętam o niedoprezentacji (lub w ogóle braku) kobiecego głosu w różnych epokach. Myślę, że taki kobieco-autorski spis pomoże mi dopilnować własnego czytania kobiet - i przy okazji będzie przypominać i zachęcać do bardziej świadomego sięgania po autorki.

      Tak, wiem, już na nie czekam! "Odcienie miłości" ponoć na jesieni, a WAB rzeczywiście zamierza wydać "Open secrets". Trzy Munro w ciągu roku - cudownie.

      Usuń
  2. Hm.. Jak tak patrzę na listę u siebie, to wychodzi na to, że jednak więcej czytam literatury wychodzącej spod pióra mężczyzn, niż kobiet. Ale to absolutnie nie jest jakiś świadomy wybór, czy dyskryminacja płci. Po prostu jakoś tak wyszło.. Wypadałoby teraz sięgnąć po jakąś książkę napisaną przez kobietę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że sporo winy jest w kanonie lektur, jaki bezmyślnie przekazuje nam szkoła (a niekiedy i studia) - bez żadnego zastrzeżenia w rodzaju: pamiętajcie, kanon się zmienia w kolejnych epokach, pamiętajcie, kanon tworzą ci silniejsi, pamiętajcie, nasz obecny kanon to hegemonia danych krajów i kręgów językowych oraz kulturowych, płci, koloru skóry i religii, pamiętajcie, tu brakuje innych krajów, języków, kultur, płci, koloru skóry, religii etc.
      To może mieć wpływ na pewne nasze czytelnicze przyzwyczajenia i upodobania, to raz. Dwa - o pewnych autorach/autorkach zwyczajnie nie wiemy. Trzy - polskie myślenie o literaturze pisanej przez kobiety bywa bardzo brzydkie (na zasadzie "książka napisana przez kobietę = romansidło).
      A cztery - myślę, że każdy ma pewne swoje upodobania, które narzucają główny kierunek jego czytelnictwu. I każdy ma do tych upodobań prawo. Tylko wspaniałe jest wychodzenie przynajmniej czasami poza swoje upodobania i ryzykowanie z czymś nowym - w końcu to jeden z najwspanialszych elementów czytania, odkrywanie nowych autorek/autorów, gatunków, kultur, tematów...
      Polecam Ci w kółko Munro, a poza tym Colette, a poza tym - o ile nie czytałaś - "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator. I opowiadania grozy Edith Wharton (u nas wydane w tomie "Duchy i ludzie") - jedne z najlepszych, jakie czytałam.

      Usuń
    2. Munro - może się skuszę, ale nie teraz, nie czuję tego po prostu. Bator znam i lubię bardzo (pisałam o "Ciemno, prawie noc" ale wiem, że mogło umknąć ;D), Colette mi się nie podoba. Przeczytałam dwie części o Klaudynie, zaczęłam "Dialogi zwierząt" i odpadłam. Wiem, że Tobie akurat dialogi się podobają, ja natomiast liczyłam na więcej zwierzaka w zwierzaku, a mniej personifikacji ludzkich przywar, a w efekcie tak naprawdę ludzkich zachowań pod przykrywką zwierząt. Lekturę przerwałam i leży na półce niedoczytana..

      Usuń
  3. Jakoś tak mi obojętnie, jak zakwalifikowana jest literatura, bo w końcu o wartości stanowi zawartość, nie szufladka.
    Tak nie zwracam uwagi na płeć, że nawet zastanawiając się kto przeważa w moich lekturach, mówię: nie wiem. Jest jedna grupa książek, której nie tykam. To książki z konkretnym nastawieniem politycznym, wszystko jedno z prawa czy z lewa. Nie znoszę propagandy w żadnym wydaniu. Nie przepadam też za fantasy, ale zdarzyło mi się przeczytać książkę dla młodego
    czytelnika. Miała swoje zalety - świetne ilustracje ;)

    OdpowiedzUsuń