Wampir był kobietą!

Podejrzewam, że sporo osób, jak ja, literackie początki wampirów kojarzy z Draculą Brama Stokera – i z niczym wcześniej. Na pewno nie jest to regułą, ale podejrzewam, że ci, którzy nie są wampirolubni, w większości wypadków nie znają (i może nawet nie czują potrzeby poznawać dokładniej) losów motywu wampira w literaturze. Mnie samej wampiry nie ciekawią, raczej nudzą – albo kojarzą się mało pochlebnie, czyli Zmierzchowo; na hasło „wampir” myślałam do niedawna odruchowo „najpierw Dracula” – i tyle.




O tym, że dwadzieścia pięć lat wcześniej była Carmilla Josepha Sheridana Le Fanu, a jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej – The Vampyre: A Tale Johna Polidoriego – dowiedziałam się niedawno. Ostatnią informację wyguglałam, natomiast Carmillę odkryłam dzięki filmowi The Moth Diaries (wyreżyserowanemu przez Mary Harron). Same Dzienniki (kto, na bogów, przetłumaczył to na polski jako Internat?) bardzo kiepsko się sprawdzają jako horror, są natomiast urzekające jako opowieść okresu dojrzewania, opowieść inicjacyjna i opowieść o szkole dla dziewcząt; a co najważniejsze – to właśnie tam pojawia się, parokrotnie, wspomnienie (a nawet dłuższe omówienie) Carmilli. Ponieważ szybko się zorientowałam, że coraz bardziej lubię Dzienniki, a Carmilla i Le Fanu mi się nałożyli (zbiór opowiadań Duch pani Crowl z serii Biblioteka Grozy!), uznałam: muszę mieć Carmillę. Na szczęście zdobycie jej na Allegro było łatwizną (wtedy też dotarło do mnie istnienie serii Fantastyka i Groza – albo Biała seria fantastyki i grozy – i znalazłam jeszcze parę interesujących z niej pozycji).
              
No dobrze, mam własną Carmillę, z tymi psychodelicznymi ilustracjami, charakterystycznymi dla całej serii (dzięki nim zresztą uświadomiłam sobie, że już w dzieciństwie coś z Fantastyki i Grozy czytałam – takich rysunków nie da się usunąć z pamięci, zwłaszcza gdy zapamiętuje je dziecko). Po kilku miesiącach wreszcie tę Carmillę czytam. I co?
Powiedzmy, że – podobnie jak w przypadku innych opowiadań Le Fanu – trochę więcej tu było oczekiwań niż ich spełnienia. Paradoksalnie jednak – to wcale nie wywołuje jakiegoś poważnego zawodu. Sposób pisania Le Fanu jest tak specyficzny, ma w sobie tak urzekający posmak staroświeckości i dziewiętnastowiecznego uroku, że trudno mi stawiać mu jakieś konkretne zarzuty. Jego groza nie wywołuje przerażenia, strachu i drżenia – ale wnosi delikatne, urokliwe napięcie, smakowity, staroświecki właśnie smak opowieści o duchach (i innych stworach), naprawdę apetyczny klimat, kojarzący się z ogniem w kominku, nocnymi opowiadaniami w półmroku, gdy za oknem pada deszcz, a w pokoju jest ciepło, spokojnie i bezpiecznie, aż chce się przywołać jakąś wywołującą dreszcze historię, by własne ciepło, spokój i bezpieczeństwo poczuć tym wyraźniej. Jestem ogromnie podatna na to napięcie, ten smak i ten klimat – dlatego z przyjemnością poddaję się tym historiom, nawet jeśli to nic poważnego ani mocnego, nawet jeśli bliżej im do ramotek niż do wciąż liczących się tekstów.
Zresztą – dlaczego akurat Carmilla miałaby popaść w zapomnienie? Ma w sobie parę interesujących elementów, inna rzecz, że w moim odczuciu nie dość rozwiniętych, niemniej – wartych poznania.

Przede wszystkim – homoseksualizm (albo może raczej: homoseksualne upodobania, ciągoty) tytułowej bohaterki. Ukazane z jednej strony dość oględnie (jeśli spojrzeć na nie oczami narratorki, naiwnej i biorącej to za specyficzne przejawy przyjaźni), z drugiej – zdecydowanie śmiało (jeśli popatrzeć z innego niż Laury punktu widzenia: te wszystkie pocałunki, przytulanie, zaborcze słowa, plus historia uwiedzenia innej młodej panny) – ciągoty te intrygują z kilku powodów. W przeszłości, jeszcze jako człowiek, Carmilla miała ukochanego – więc co sprawiło, ze jako wampir przeniosła swe zainteresowania na kobiety? Czy to jakieś połączenie wampiryzmu (przynajmniej kobiecego) z instynktami morderczymi, z wynaturzeniem (wynaturzona pod względem ontologicznym, wynaturzona pod względem seksualnym?), z niezrozumiałą grozą (brrr, potworny wampir, brrr, potworna chuć)? Albo możliwość opowiedzenia o tych „dziwnych upodobaniach” bez przeszkód i konsekwencji, bo przecież przejawiająca je bohaterka jest i tak straszliwym bytem, który zasługuje na potępienie i zostaje unicestwiony? Albo połączenie tych trzech dziwacznych, pod jakimś względem nienaturalnych (z punktu widzenia epoki) i wręcz groźnych zjawisk, jakimi byłyby – wampir, kobieta, lesbijka?
Podoba mi się brak wyraźnego potępienia skłonności homoseksualnych – bo Laura, choć z przestrachem wspomina Carmillę-wampirzycę, oddziela ją od Carmilli-przyjaciółki i wspomnienia tej drugiej wciąż nie potrafi, nawet nie chce od siebie odpędzić. Carmilla prezentująca przekraczającą dozwolone ramy kobiecą bliskość jakoś z Laurą pozostaje.

Kolejny element, przy którym czuję niedosyt – sam wampiryzm. Mało, za mało zostało tu powiedziane, wyjaśnione. Z drugiej jednak strony – zakres tej wiedzy pasuje do tego, czego mogli się dowiedzieć bohaterowie. Za mało, wciąż za mało, i wciąż pozostaje niepokój – bo ta groza może powrócić, a my ciągle nie znamy jej korzeni, jej pełnej historii, jej dokładnej siły. To samo tyczy się osób towarzyszących Carmilli w pierwszym etapie jej usidlania ofiary – kim/czym są, gdzie są, jak są? I czy w którymś momencie znów się pojawią?

Trzeci element – zachowanie Carmilli. Za dużo zwlekania i odwlekania, za mało stanowczości, za wiele słów, za mało czynów. A może tak właśnie działała? A może chciała pełnego oddania i całkowitej zgody na to, w co wciągała ofiarę? A może Laura znaczyła dla niej więcej niż inne ofiary – miała być raczej towarzyszką niż pokarmem? A może, po stu pięćdziesięciu latach wampirzego życia, Carmilla była już znużona ciągle powtarzającą się historią, nieco zblazowana, może wręcz odnajdowała perwersyjną przyjemność w przedłużaniu, odwlekaniu i odkładaniu ostatecznego ruchu? Może miała swój specyficzny rytm (lub rytuał), może sprawdzała wytrzymałość ofiary – z ciekawości, dla rozrywki, z podniecającego poczucia władzy? A może bawiła się w jakieś zakłady – ze sobą, z innymi – co do tempa, co do zakresu użytej przemocy, co do stopnia, w jakim omota swoje ofiary przed ostatecznym ciosem?

Czwarta rzecz – uczucia Carmilli, jej psychika. Ciekawe, czy czasem patrzyła za siebie, w przeszłość, i jakie myśli przychodziły jej do głowy, gdy wspominała swoje wampirze uczynki. Ciekawe, czy – i jak – pamiętała swoje poprzednie wcielenie, swoje bycie człowiekiem. Ciekawe, czy w którymś momencie, zwłaszcza na początku, czuła strach, odrazę, rozpacz – i czy cokolwiek z tego miało wpływ na jej późniejsze wampirze życie. I co czuła do Laury, poza żądzą jej krwi, i czy kiedykolwiek miała swoją towarzyszkę – ludzką lub wampirzą – z którą smakowała (nie tylko) „nienaturalnego” pokarmu, ale i „nienaturalnych” przyjemności.

Ogromnie chciałabym zajrzeć Carmilli do głowy, poznać jej myśli, odczucia, spojrzeć na świat jej oczami. Dlatego właśnie czuję tak wielki niedosyt (i chyba po trosze się go obawiałam od początku, dlatego odkładałam czytanie tej historii ciągle na później). Dlatego czuję spory żal (bo za mało, za krótko, za jednostronnie). Dlatego czuję szczerą radość – że natknęłam się na ten tytuł, że zdobyłam własny egzemplarz Carmilli, że ją przeczytałam). Dlatego Carmillę – jako tekst i jako bohaterkę – odbieram pozytywnie, mimo wszelkich niedociągnięć i możliwej „ramotkowości”. To urocza ramotkowość, takiej jestem jak najbardziej przychylna.
I dlatego nie mogę się pozbyć Carmilli z własnych myśli. I dlatego zaczyna mi wręcz chodzić po głowie szalony pomysł napisania jakiegoś Carmillowego fika, i to pomysł szalony podwójnie, bo raz, że ja nie piszę fików, a dwa, że mnie nie kręcą wampiry.
I – mimo wszystko, a może przez to wszystko – żal mi Carmilli. I żal mi Laury bez Carmilli. Mimo – przez to – wszystko.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: „Z półki”, „Trójka e-pik” (seryjny zabójca w roli głównej), „Z literą w tle” (litera „f”), „Przeczytam tyle, ile mam wzrostu”.

Podziel się tym:

ROZMOWA

0 komentarze:

Prześlij komentarz