Podchoinkowe książki

W tym roku postanowiłam spełnić wszystkie swoje pilne marzenia książkowe – i oto one, trzynaście książek pod choinką!


Całość kupiona w Matrasie, który miał na święta boskie przeceny (dwa tytuły obniżone aż do kilku złotych). Od dołu:




Reakcja. Niewypowiedziana wojna przeciw kobietom – Susan Faludi (jedna z niewielu korzyści związanych z czytaniem Bridget Jones: dowiedziałam się o tej książce. Gdy ją ostatnio zobaczyłam w Empiku, wiedziałam, że chcę mieć własną;
Mistyka kobiecości – Betty Friedan (odkryta zupełnie przypadkiem – pierwszy tom wydany w serii Biblioteka Kongresu Kobiet, przed Reakcją. Po przeczytaniu jej opisu uznałam, że genderowy beton, jakim jestem, musi mieć i tę pozycję);
Kocha, lubi, szanuje... – Alice Munro;
Dziewczęta i kobiety – Alice Munro;
Widok z Castle Rock – Alice Munro;
Zbyt wiele szczęścia – Alice Munro;
Drogie życie – Alice Munro (i w ten sposób mam teraz całą dostępną Alice Munro; brakuje mi tylko Uciekinierki, której nakład się skończył. Będzie na co polować w 2014);
Amulet – Roberto Bolaño (rozwinięcie jednego z wątków z Dzikich detektywów, których wprawdzie jeszcze nie czytałam, ale na których mam ochotę, więc na rozwinięcie również. Poza tym jak dotąd moje doświadczenia z mniejszymi formami Bolaño – opowiadaniami i krótszymi powieściami – były naprawdę dobre);
Kopiec – H.P. Lovecraft, Zealia Bishop;
Gość Draculi – Bram Stoker (dwie najnowsze pozycje z Biblioteki Grozy);
Miłosne kawałki – John Updike (w czasie urlopu w Poznaniu znalazłam ten tom w antykwariacie, ale nie kupiłam – i mocno tego później żałowałam. A tu proszę, w Matrasie trafiła się przecena – o prawie trzydzieści złotych...);
Między zwierzętami. Opowiadania. Fragmenty – Zofia Nałkowska (najpierw były Dialogi zwierząt Colette, teraz opowiadania o zwierzętach Nałkowskiej – musiałam to mieć, i dla psów, i dla kotów, i dla innych zwierząt pojawiających się w tych tekstach);
i Cytrynowy stolik (którego, o zgrozo, zapomniałam umieścić na tym stosie, a gromadzić wszystkich prezentowych książek i robić im zdjęcia od nowa trochę mi się nie chce, zwłaszcza że kiepski ze mnie fotograf, więc uwierzcie na słowo: ten tom też był pod wigilijną choinką) – Julian Barnes (odkąd przeczytałam Puls, miałam ogromną ochotę i na ten zbiór opowiadań Barnesa).

W 2014 postanowiłam spróbować bardzo ekstremalnego rozwiązania kwestii nadkupowania i niedoczytania, czyli tej ciągłej koszmarnej przewagi książek kupowanych nad czytanymi i zamieniania się w magazyn książek głównie oczekujących. Wprawdzie uwielbiam kupować książki, ale jednak taka nadwyżka tomów zgromadzonych nad przeczytanymi działa trochę frustrująco, a poza tym w pewnym momencie zaczynam gubić umiejętność odróżniania książek, które MUSZĘ mieć, od tych, które wystarczy mi przeczytać (choćby Wąsy – spokojnie mogłam się ograniczyć do wypożyczenia ich z biblioteki). Książki podchoinkowe to przykład pozycji, które mieć MUSIAŁAM – bo uwielbiam autora, gatunek, kolekcjonuję serię, zachwycił mnie temat; z kolei wypożyczeni niedawno Pamuk i Murakami to przykłady tych autorów/ tytułów, przy których wystarczy mi samo przeczytanie. Nie chcę w kolejnym roku kompulsywnie kupować wszystkiego, co mi wpadnie w oko, chcę wprowadzić trochę więcej porządku i kontroli w swoje książkowe zakupy.
Zasada dwa na jedną to za mało, bym zapanowała nad sytuacją, więc wpadłam na jeszcze inny pomysł – po prostu narzucę sobie liczbę zakładanych książkowych zakupów. Poza kolejnymi tomami Hamisha i Daisy D. (które skończą się pojawiać w kiosku kolejno w połowie marca i połowie maja i które kupuję, bo zbieram kryminały, a do tych będę z pewnością wracać) dopuszczam możliwość kupienia jeszcze od sześciu do, góra, dwunastu nowych książek – ale optymalna liczba to od sześciu do ośmiu. W tym na pewno będą dwa nowe tomy Alice Munro i Uciekinierka, którą muszę gdzieś upolować (mam cichą nadzieję, że pojawi się dodruk), co poza tym – zobaczymy.
To nie jest zasada na całe dalsze życie, po prostu eksperyment, który chcę przeprowadzić w nadchodzącym roku. Zobaczę, jak z takim odgórnie narzuconym ograniczeniem będę się czuła ja, jak się poczują moje finanse i jak się poczuje moje czytanie – czyli, przede wszystkim, jak będzie wyglądało moje czytanie zdobytych już tomów. Ciekawa też jestem, czy zdołam być konsekwentna (mam nadzieję, że tak). Może umożliwi mi to lepsze rozdzielanie książek „do posiadania” od tych „do przeczytania”; może pozwoli lepiej zapanować nad własnym księgozbiorem; może nauczy porządniejszego planowania wydatków; może wreszcie głęboko unieszczęśliwi i za rok o tej porze stwierdzę, że to był wyjątkowo bezsensowny pomysł. Zobaczymy. W każdym razie będzie ciekawie.
(Zostawiam sobie jednak pewną furtkę: do „dozwolonej liczby nabytków” nie wliczam prezentów. Przy czym to muszą być prezenty od innych, nie ode mnie dla mnie.
Może to brak konsekwencji, ale co tam, bez łamania lub naginania zasad życie byłoby koszmarnie nudne).

PS A poniżej coś jeszcze piękniejszego niż książki podchoinkowe – pies podchoinkowy! Bosman przy choince, w swojej świątecznej obróżce i świątecznym świecącym serduszku.


Podziel się tym:

Comments

9 komentarze:

  1. Już sama nie wiem, co fajniejsze, czy te książki, czy pies? Najlepiej mieć to wszystko, co Tobie się ziściło, cieszę się zatem i ja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Pies jest jednak trochę nad książkami - w końcu to pies! Ale rzeczywiście, najlepiej mieć razem i psa, i książki.

      Usuń
  2. Też mam problem z kompulsywnym kupowaniem, więc chyba wypracuję sobie jakieś podobne do Twojego, choć trochę dla mnie realne postanowienie:)
    Przyjemnej lektury i wytrwałości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kompulsywne kupowanie jest wspaniałe, tylko potem w portfelu robią się kompulsywne pustki... Życzę Ci powodzenia z postanowieniem ograniczania - trzymam kciuki za Twoją wytrwałość, Ty trzymaj za moją. I wzajemnie - przyjemnego czytania w 2014! :)

      Usuń
  3. Munro <3 Bardzo się cieszę, że tak Ci podpasowała! Jeśli chodzi o Uciekinierkę, to możesz popróbować na Allegro, chyba tam się jeszcze czasem zdarza... (powinni wznowić, bo jest świetna!). Czekam na wrażenie z lektury kolejnych tomów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS Wydaje mi się, że będą trzy nowe tomy - WAB chyba zapowiada Open Secrets...

      Usuń
    2. Podpasowała ogromnie i tym bardziej jestem Ci wdzięczna za wbijanie mi jej nazwiska do głowy dawno temu :) Za "Uciekinierką" rzeczywiście rozejrzę się na Allegro w najbliższym czasie, zresztą jakiś czas temu jej nakład się wyczerpał i zrobiono dodruk - więc liczę, że teraz znów tak będzie.
      O, o tomie z WAB nie wiedziałam, mam w głowie tylko "Księżyce Jowisza" i "Odcienie miłości" z Wydawnictwa Literackiego. Jeśli WAB też coś dorzuci, jeszcze bardziej się ucieszę. I dzięki za wiadomość :)

      Usuń
  4. Pozdrowienia dla genderowego betonu. Ale chyba nie jesteś genderową talibką? Bo coś za dużo tych talibów wokoło :)
    Czy ja dobrze zrozumiałam, że chcesz poprzestać na maks. 8-12 książkach w skali roku? Toż to też ekstremizm... dla bibliofila :) No i wreszcie, nie dopuszczając robienia prezentów książkowych sobie samej (nawet takich całkiem malutkich?), wykazałaś się determinacją godną prawdziwego hardkora. Oczywiście trzymam za ciebie kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, genderową talibką nie jestem ;) W ogóle nie znoszę fanatyzmów. A "genderowym betonem" jestem w oczach wielu antygenderowych fanatyków - co mi nie przeszkadza, lubię swój genderowy beton. Pozwala mi nie betonować świata innych ludzi.
      Tak, 6 do 12 (a najlepiej do 8) książek przez cały rok - nie licząc kilkunastu kryminałów z serii "Daisy D." i "Hamish Macbeth", bo zdecydowanie chcę dozbierać te dwie serie do końca. Wiem, to zdecydowany ekstremizm - ale lubię skrajności, więc zaryzykuję w 2014 tak skrajną próbę sił. Będzie z pewnością ciężko... ale ciekawie.
      Dziękuję, kciuki się bardzo przydadzą! :) Ciekawa jestem, co z tego wyniknie.

      Usuń