Wyzwania czytelnicze 2013


Postanowiłam też przystąpić do paru wyzwań – na razie wybrałam trzy:

Idealnie odpowiada moim zamiarom zapanowania nad własnym księgozbiorem – czyli przeczytaniu z niego możliwie najwięcej. Jeżeli będę tylko kupować książki, to zamienię dom w magazyn, a nie żywą i radosną prywatną bibliotekę. Wybrałam poziom siódmy - czyli przeczytanie w tym roku powyżej trzydziestu jeden własnych książek, kupionych do końca roku ubiegłego.

Klasykę czytam cały czas i chcę czytać jeszcze bardziej. Wystarczy zresztą spojrzeć na moją listę Pięćdziesięciu konieczności książkowych w 2013 – wiele zaplanowanych tytułów należy właśnie do tej kategorii. Inna rzecz: nieodmiennie rozbraja mnie anglosaskie spaczenie przy ustalaniu kanonu: literatura angielska i amerykańska, trochę francuskiej, odrobina niemieckiej i – ach, jacy jesteśmy egzotyczni, sir! – ze dwie-trzy pozycje rosyjskie.

Nie mam pojęcia, jak można nie czytać polskiej literatury na zasadzie „nie, bo nie”. Zamierzam tym wyzwaniem dogodzić swojemu zawodowemu i naukowemu ukierunkowaniu – przecież po zajęciach na przykład z romantyzmu, Młodej Polski czy dwudziestolecia człowiek obiecywał sobie, że później doczyta kolejne książki danych autorów albo pozna innych, w podręcznikach tylko wzmiankowanych twórców – najwyższy więc czas zadośćuczynić tym obietnicom (tak, chcę na przykład wgryźć się porządnie w Nałkowską i jeszcze lepiej poznać Orzeszkową, trochę nadrobić współczesną polską powieść, z którą jestem nieco na bakier, przypomnieć sobie albo uzupełnić pewne rzeczy ze staropola – raz jeszcze Nadobna Paskwalina! – czy posmakować specyficznej atmosfery powieści z doby oświecenia i pozytywizmu) i zgodnie z zasadami przeczytać co najmniej dwanaście pozycji do września 2013 roku.

Wyzwania rzeczywiście wciągają, bo ledwie chwilę nad nimi pomyślałam, zaraz pojawił mi się w głowie szereg własnych pomysłów. Na razie, żeby nie zatonąć w nadmiarze planów, zdecydowałam się na realizację trzech. Łamałam sobie głowę, jak rozwiązać kwestię stron, podstron, linkowania etc. – wreszcie doszłam do wniosku, że każde z wyzwań autorskich zamieszczę w osobnym poście (na wszystkie wyzwania założę osobną podstronę, a tam już się bez problemu poogarniam z linkami. Taki ze mnie przebiegły logistyk).
Jeszcze dzisiaj postaram się zaprezentować pierwsze (tylko dokończę ósmy rozdział Faluberta, albo może i dziewiąty...).

Niesamowite, ile radości może sprawić samo przystąpienie do czytelniczych wyzwań.

PS Jak zamieszczacie banery tych wyzwań, które nie mają podanego kodu do skopiowania?

Podziel się tym:

Comments

17 komentarze:

  1. Cieszę się, że dołączysz do wyzwania "Polacy nie gęsi". U siebie próbowałam odpowiedzieć na pytanie o baner, ale hmm... nie wiem czy potrafię to wytłumaczyć. ;)

    Jakby co, to tu masz kod URL do banera:

    http://4.bp.blogspot.com/-5velNoTnWmU/UHf0-UCgzAI/AAAAAAAAEK0/oQBW4myQ-0s/s200/polacy+nie+g%C4%99si.jpg

    Przy dodawaniu gadżetu "obrazek" w układzie bloga, po prostu wklejasz ten link. Daj znać, jakby się nie udało. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki, zaraz spróbuję zamieścić :)
    Ja się cieszę, że znalazłam to wyzwanie - i ciekawa jestem, jakie będą podsumowania we wrześniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno czasochłonne. :P

      Usuń
    2. O, to na pewno :) Ale czasochłonne oznacza, że będzie co podsumowywać!

      Usuń
  3. Też nie rozumiem podejścia do polskiej literatury na zasadzie "nie, bo nie". Gdzieś w sieci mignęły mi blogi osób, które coś takiego deklarowały - omijam szerokim łukiem. Moja krew filologa polonisty wrze wtedy niczym w gejzerze ;) Miłość właśnie do polskiej literatury skłoniła mnie do takich, a nie innych studiów ;)
    Ja też się podjęłam wyzwania "Z półki" - mam ponad 200 czekających książek własnych na półkach.. Uznałam, że zewnętrzna motywacja może coś pomoże..;) A pomysłów własnych mam.. Oj całą masę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że można nie lubić konkretnych autorów, tematów etc. - ale tak hurtem całą literaturę? To tak, jakby na podstawie grupy nielubianych filmów (na przykład polskich) stwierdzić, że cała kinematografia danego kraju jest to niczego. Trudno mi uwierzyć, by nie dało się znaleźć w każdym kraju choć jednego autora, który się spodoba.
      Przyłączam się do buchającej wściekle krwi filologa ;)
      To kibicuję Ci z "Półką"! Ten natłok własnych pomysłów to chyba miły efekt uboczny podejmowania cudzych wyzwań.

      Usuń
  4. Też przyłączyłam się do wszystkich wymienionych przez Ciebie wyzwań. Powodzenia w ich realizacji. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło, będziemy się mogły do wszystkich nawzajem dopingować :) Też Ci życzę powodzenia - i jak najlepszych lektur!

      Usuń
  5. Oj tak, wyzwania sprawiają dużo radości:)
    Dzięki nim ogarnęłam sporo książek.

    Będę Ci wiernie kibicować i liczę na wzajemność:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawiają bardzo dużą radość. Ciekawe, co ja dzięki nim ogarnę.
      Dziękuję i oczywiście, że też Ci kibicuję :)

      Usuń
  6. I ja się cieszę, że się cieszysz. Dobra zabawa (z wyzwaniami) nie jest zła :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta niechęć do polskiej literatury chyba nie bierze się skądinąd niż ze szkoły :/ sama przyznam, że po męczeniu się z Żeromskim i Hłaską - a potem w porównaniu z tym, jak bardzo zajęcia z literatury brytyjskiej i amerykańskiej mi się na studiach podobały! że o świetnej postkol nie wspomnę - czuję więcej sentymentu do czytania autorów anglojęzycznych. A miałam nie najgorszą polonistkę nawet (np. poezję uwielbiałam czytać na zajęcia), natomiast program i matura miały wpływ demotywujący. I to mimo, że Lalka np. bardzo mi się podobała.

    Lektura książki Szczuki o literaturze polskiej (nie pomnę w tej chwili tytułu) poprawiła mi trochę nastawienie, ale dzisiaj raczej chciałabym coś z nowych polskich pozycji przeczytać niż poprawiać znajomość "kanonu". Dehnela, Bator albo Tokarczuk na przykład, coś w tych klimatach mogłabym spróbować i chciałabym w tym roku spróbować, bo w zeszłym czytałam tyle rzeczy po polsku, że na palcach można policzyć (i to nawet razem z pozycjami naukowymi...), bez "planowania", że nie będę polskiej literatury czytać.

    (N.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, niestety. Do tej pory ciężko mi się zabrać za Reymonta, Sienkiewicza czy Orzeszkową. =/

      Usuń
    2. Możliwe - pamiętam, jaką niechęcią zapałałam do Hłaski po przeczytaniu niemal wszystkiego jego pióra (czytałam z taką swoistą masochistyczną potrzebą znajdowania kolejny i kolejny raz tych samych mizoginistycznych schematów i płonięcia do nich nienawiścią). Ale nigdy nie miałam problemu z lekturami szkolnymi i z czytaniem w szkole - nie oddziałało to na moją chęć czytania literatury polskiej. A później studia "odszkolniły" mi wiele tekstów.
      Nie znam tej książki Szczuki, ale kojarzę tytuł (choć też go nie pamiętam). Natomiast co do epok, to właśnie odwrotnie - mnie ciągnie bardziej do tych dawniejszych (kwestia gustu i spaczenia specjalizacją pewnie), co nie zmienia faktu, że z niektórymi współczesnymi polskimi autorami/autorkami chciałabym się zapoznać.
      Poza tym myślę, że Ty siłą rzeczy będziesz czytać więcej literatury brytyjskiej, amerykańskiej i kanadyjskiej :) Przecież nie napiszesz niczego o literaturze tych krajów, czytając głównie polskich autorów,

      Usuń
    3. Ale ja się zajmuję telewizją (i trochę kinem, ale mniej), raczej nie literaturą ;) Jakiś tam pojedynczy artykuł o literaturze tylko mam na koncie. Ale siedzę w literaturze i tak siłą rzeczy, lubię próbować trochę choć być na bieżąco z niektórymi trendami :)

      N.

      Usuń
    4. Racja :) Jakoś gdy myślę o Tobie i Girl, od razu myślę o Atwood, pisarkach kanadyjskich, genderze etc. i to wszystko mi krzyczy "książki!" ;) I zapomina mi się, że poza książkami są jeszcze inne rzeczy.

      Usuń