O wspaniałym dniu z książką wcale nie w tle

To będzie wpis bardzo niemerytoryczny etc., ale mniejsza z tym. Otóż miałam dzisiaj wspaniały dzień. Wspaniały dzień był wspaniały, bo z powodu niezbyt dobrego samopoczucia wzięłam sobie na dziś wolne z zaległego urlopu. Cały ten dzień przeleżałam w łóżku, wygrzewając się na elektrycznym kocu (wielbię), śpiąc, ile tylko potrzebowałam (wielbię, wielbię) i czytając (wielbię, wielbię, przeuwielbiam). Dokończyłam Klaudynę w szkole – oficjalnie ogłaszam, że się zadurzyłam czytelniczo i już zamówiłam pozostałe trzy tomy Klaudyny, nie mogę się ich doczekać – a potem zaczęłam Klub Dumas (sto stron za mną, czyta się świetnie, a mój apetyt na Dumasa rośnie, rośnie, rośnie. A Dumasa mamy, przepraszam, gdzie? No oczywiście w kartonie! Ale poza Trzema muszkieterami, wypakowanymi swego czasu wraz z pozostałymi tomami Kolekcji XIX wieku z Gazety Wyborczej”, całe szczęście).
Urlop wzięłam oczywiście po to, żeby się podleczyć i dojść do siebie – udało się, czuję się o niebo lepiej, a paskudny ból po lewej stronie ciała bardzo się osłabił – lecz w chorowaniu i leczeniu się najwspanialsza jest właśnie możliwość czytania, takiego bezkarnego (no przecież jestem chora, muszę leżeć, grzać się i odpoczywać) czytania tego, co się chce, jak się chce i kiedy się chce.
Niedługo Wam opowiem, czemu się zadurzyłam w Klaudynie i w Colette, w ogóle mam kilka zaległych książek do opisania, na razie ograniczę się do prostego: trzy tomy Klaudyny zmierzają do mnie Empikiem! (Tu pojawia się wyobrażenie dzikiego tańca z radości. Prawdziwego tańca nie będzie, bo nadal mam nieco ograniczoną możliwość swobodnego poruszania się. Na szczęście ograniczenie to nie obejmuje możliwości trzymania książki w rękach i przewracania kartek).
A na początku lutego będzie dostawa Uczciwej oszustki Jansson – też się nie mogę doczekać. Jednak obecnie to Klaudyna zajmuje moje myśli.

Podziel się tym:

Comments

20 komentarze:

  1. Cieszę się, że Ci się "Klub Dumas" podoba. Ja też zawsze mam ochotę wrócić do "Trzech muszkieterów" po lekturze tej powieści. Ale i tak najbardziej lubię "Królową południa" Tam są tak cudowne odwołania do "Hrabiego Monte Christo", że nigdy nie mogę się powstrzymać i chociaż fragmentami podczytuję tą książkę. Jedną z moich ulubionych, nawiasem mówiąc. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Dumasa tylko kilkakrotnie zaczynałam "Naszyjnik królowej" - i wciągał, ale potem chciałam przeczytać po kolei, od "Józefa Balsamo" bodajże, a tego nigdzie w bibliotekach nie było, i tak mi Dumas umknął... Zamierzam nadrobić - najlepiej jak najwięcej :)
      Ach, ale za to czytałam jego zbiór opowieści grozy! Był ogromnie klimatyczny. Gdy go wygrzebię z kartonów, chętnie powtórzę i trafi między inne tomy opowiadań o tej tematyce.
      Jak na razie "Klub Dumas" podoba mi się bardzo bardzo. I zdecydowanie nabiera się od tej powieści apetytu na powieści Dumasa.

      Usuń
  2. Mnie też "Klub Dumas" zauroczył i to oczywiście ze względu na odwołania do "Trzech muszkieterów". "Naszyjnik królowej" też czytałam, na całe nieszczęście gdzieś zapodziałam dwa tomy i został mi tylko jeden - środkowy. Muszę gdzieś zdobyć pozostałe, bo chętnie bym do tej powieści powróciła. "Józefa Balsamo" kiedyś oglądałam - to był zdaje się krótki serial, ale niewiele pamiętam - też wypadałoby poczytać.
    A "Hrabia Monte Christo" to dla mnie numer jeden z powieści Dumasa i nie wiedziałam, że Reverte napisał powieść z odwołaniami właśnie do "Hrabiego".
    Leno bardzo Ci dziękuję za tę wiadomość. Muszę zdobyć więc także "Królową południa".

    I dodam jeszcze, że narobiłaś mi smaku Klaudyną. Z tego co piszesz domyślam się, że jest jakieś wznowienie. Może w lutym się w nie zaopatrzę. Ja już tak niewiele z "Klaudyny" pamiętam, ale wiem, że mi się podobała. Dla mnie to była wtedy dość szokująca lektura.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Dumasa muszę zdecydowanie, zdecydowanie nadrobić. "Klub..." narobił mi smaku, a Ty go tylko pogłębiasz :)
      Chyba tak, to chyba wznowienie, choć przyznam, że nie sprawdziłam roku wydania. W każdym razie jest śliczne. "Klaudyna" mnie szokuje mnie, ale często zaskakuje bezpośredniością i dosadnością, z jaką porusza wiele tematów. No i urzeka! Mam nadzieję, że moje zachwyty zawarte w osobnym poście narobią Ci tylko jeszcze więcej smaku na ponowne spotkanie z Colette.

      Usuń
    2. "Królowa południa" sama w sobie jest świetną książką. Osobiście bardzo cenię jeszcze "Oblężenie". Na półce mam jeszcze nieprzeczytany "Dzień gniewu. :)
      Perez - Reverte to jeden z tych autorów, których książki kupuję w ciemno.

      Usuń
    3. No to tylko się mogę cieszyć, że czytaniem "Klubu Dumasa" nawiązałam znajomość z dwoma autorami naraz :) Na pewno do Pereza wrócę i poszukam kolejnych jego powieści.

      Usuń
  3. Uwielbiam takie dni, które mogę zupełnie bez wyrzutów sumienia poświęcić na lekturę! są zawsze doskonałe :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też je uwielbiam :) Następny taki dzień powinnam mieć pod koniec przyszłego tygodnia, ale i jutro chcę się trochę porozpieszczać i poczytać dalej "Klub Dumasa".

      Usuń
  4. Radośc przebija z tego posta, radość!

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękny dzień miałaś, oby takich więcej, ale niekoniecznie z chorobowym dodatkiem.
    Jestem ciekawa Twoich wrażeń z "Klaudyny", która jest mi nieznana i z pozostałych książek też. Podglądam co jakiś czas co przeczytałaś i przebieram nogami ze zniecierpliwienia:)

    Kuruj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wolałabym bez choroby w pakiecie.
      O "KLaudynie" już wkrótce, koniecznie, zwłaszcza że kolejne tomy czekają na odebranie w sklepie. O reszcie też. Wszystko to za mną chodzi i domaga się głosu.
      Dziękuję, już jest lepiej! :)

      Usuń
  6. O, jestem bardzo ciekawa, co Ci się najbardziej podoba w książkach Colette :-)
    Z tych książek, które wymieniłaś, czytałam dwie pierwsze części "Klaudyn", z tym że pierwsza część mi się podobała, a druga już mniej. Fascynująca jest historia powstania tego cyklu: do pisania Colette została namówiona przez męża i to za namową męża wzbogaciła książki o śmiałe wątki erotyczne. Bez tych wątków, jak na ówczesne czasy dosyć szokujących, książka pewnie nie odniosłaby wielkiego powodzenia.
    Przeczytałam też "Niebieską latarnię" - są to wspomnienia Colette. Colette napisała m.in. o tym, że jej mąż podawał się za autora "Klaudyny w szkole". Mąż jej miał wielkie ambicje literackie, ale brakowało mu natchnienia, przywłaszczał więc sobie utwory różnych nieznanych pisarzy... Taki to był wredny człowiek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo, sporo, więc muszę wyprodukować osobny post :)
      Wiem, czytałam wstęp napisany przez Colette do poprawionego wydania. Swoją drogą, czuję się rozdarta: czy dziękować mężowi za popchnięcie Colette do pisania, czy udusić go w wyobraźni za kradzież cudzej twórczości. Może najpierw pierwsze, a potem drugie. Wydaje mi się, że to był dość obrzydliwy typ.
      Będę musiała poszukać sobie później "Niebieskiej latarni", dzięki za podpowiedź :)

      Usuń
  7. No proszę, trochę wolnego + książki, a ile radości. "Klub Dumas" uwielbiam, ale jeszcze bardziej podobała mi się "Szachownica flamandzka".

    Samego Dumasa też lubię. Zwłaszcza "Trzech muszkieterów" i "W dwadzieścia lat później".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba, tak wiele radości za tak niewiele wkładu :)
      Po "Klubie" postaram się zapoznać z innymi książkami Pereza, czuję, że to może być przemiła znajomość.
      A Dumasa, jak pisałam wcześniej, mam zdecydowanie do nadrobienia, i to jeszcze w tym roku - przynajmniej parę pozycji.

      Usuń
  8. "Klub Dumas" to jedna z moich ukochanych książek (nie mam ich wiele). Perez pisze świetnie i "Szachownica flamandzka", o której wspomina AnnRK, też jest bardzo dobrą powieścią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie przeczytałam jedną trzecią "Klubu Dumas" i jak dotąd świetnie rozumiem, czemu może to być ukochana książka :) Ten passus o produkcji papieru i uzupełnianiu luk w starodrukach! Te rozmowy o Dumasie!
      "Szachownicę" będę miała w pamięci, dzięki :) Perez może stać się jednym z moich czytelniczych odkryć 2013 roku.

      Usuń
  9. Klub Dumas - mam :-) Ja tak mogę w kółko: mam mam mam, ale nie czytałam jeszcze. Czytam "Miriam" Klonowskiego (praca domowa). W trakcie czytania miałam włączony telewizor, zerkam a tam też Miriam tyle, że Maseba. Płyty muszę jakieś sobie kupić, bo cudnie śpiewała.
    Nad Claudyną myślę, bo czytałam wszystkie "kawałki", ale wieki temu, a czasu wciąż jakoś miało. Zdrowia życzę.
    Aaaa i "Muszkieterów" przywlokłam od rodziny. Leżą :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mam - mam całą masę pozycji, ale jeszcze ich nie czytałam. Uch. Czasem czuję się strasznie paskudnie zarówno wobec tych "mam-nieczytanych" książek, jak i samej siebie.
      Nie znam "Miriam" O(poza tą Capotego).
      "Klaudyna" i Colette w ogóle to dla mnie odkrycie - choć mam w domu "Dom Klaudyny", od dziecka go widuję na półkach, raz nawet przewertowałam, jakoś się nasze drogi wcześniej nie zeszły. Za to teraz Colette ci u mnie dostatek :)
      "Muszkieterowie" u mnie też czekają, tyle że na stojąco. Po "Klubie" mam na Dumasa ogromny apetyt - choć wolałabym zacząć od "Naszyjnika królowej", ale to niestety siedzi w kartonach...

      Usuń