Nabokov, czyli uwiedzenie inwokacją

Moje pierwsze spotkanie z Nabokovem to była Lolita – miałam trzynaście lat i sama ją sobie kupiłam w księgarni, mimo podejrzliwego i chyba niechętnego nastawienia sprzedawczyni. Zakochałam się w Lolicie – w jej języku, klimacie, rytmie historii. Paradoksalnie historia, która w zwykłym streszczeniu wygląda wręcz obrzydliwie, w rozwinięciu Nabokova staje się poezją. Przyznaję z ręką na sercu: dałam się uwieść narracji Nabokova, tworzonej przez niego atmosferze i emocjonalnym obrazom tak mocno, że nie potrafiłam potępić miłości Humberta do Dolores. Co więcej – nadal nie potrafię się w pełni uwolnić od tej siły jednostronnej opowieści, od tego urzekającego i rozkochującego w sobie patosu inwokacji – bo pierwszy krótki rozdział Lolity to dla mnie inwokacja, najprawdziwsza inwokacja, w której zamiast do Muz, ojczyzny czy bogów, autor (ten fingowany, Humbert) zwraca się do Lo, Loli, Dolly, Dolores – Lolity. „Lolito, światłości mego życia, żagwio moich lędźwi”... I końcowe: „Ale w moich ramionach zawsze była Lolitą”. Swego czasu znałam całą tę inwokację na pamięć; dziś nadal sporo z niej pamiętam (i w tej chwili cytuję właśnie z pamięci, tym bardziej że mój egzemplarz śpi w którymś z kartonów).
To inwokacja, w której Humbert przyzywa na świadka swojej opowieści, na jej bohaterkę, myśl przewodnią, towarzyszkę kolejnych stron, natchnienie, fatum – Lolitę. Lo. Lolę, Dolly, Dolores, Lolitę...


Niesamowicie przewrotny i sugestywny talent Nabokova kazał mi z zaniepokojoną sympatią odbierać każde słowo Humberta. Do dziś coś we mnie reaguje, gdy myślę o tych pierwszych zdaniach powieści.
I choćbym nie wiem jak się starała, określenie „pedofilia” nie do końca mi pasuje do Humberta, do jego relacji z Lolitą – choć zarazem żadne inne określenie nie pasuje tak dobrze. Zostałam uwiedziona, zostałam uwiedziona słowem, klimatem, narracją, zostałam uwiedziona Nabokovem. Jak po (niemal) każdym uwiedzeniu – pozostał ślad, którego nie sposób się pozbyć.

Pierwszy raz czytałam Lolitę w wieku trzynastu lat – przerwałam w połowie, nie pamiętam, dlaczego. Powróciłam do niej – już w całości – w liceum, chyba w pierwszej połowie. Później przeczytałam Czarodzieja – zupełnie inny klimat, zupełnie nie-Humbertowy, bohatera Czarodzieja dość łatwo przyszło znielubić. Ale wcześniej jeszcze była Maszeńka – z takim melancholijno-zrezygnowanym klimatem tanich mieszkań (mieszkanek raczej) do wynajęcia, bylejakości przykrywanej próbami stworzenia wrażenia jakości, oczekiwania i sentymentu do starej miłości. I jeszcze były Przezroczyste przedmioty, z „historią kryminalną pod wpływem snu”, z niedorzeczną praktyką seksualną w małżeństwie i – podobnie jak w Maszeńce, jak w Czarodzieju, jak pod jakimś względem w Lolicie – z uczuciem duszenia się, duszności, zduszenia. To samo uczucie pojawiło się w Śmiechu w ciemności – ale poza tym, poza zduszeniem, obecna też była przerażająca utrata kontroli nad własnym losem i ślepe dążenie tą drogą, w którą pcha namiętność. Czarodziej, Lolita, Śmiech w ciemności: namiętność skrzywiona, albo skrzywiona „wprost” (Czarodziej, Humbert), albo skrzywiona „po cichu/na boku/niezauważenie” – bo namiętność, jaką odczuwa Albinus do Margot w Śmiechu w ciemności, jest „normalna” z punktu widzenia społecznego: mężczyzna w średnim wieku pożąda młodej kobiety (dziewczyny, ale nie dziecka), skrzywienie natomiast dotyczy siły tego pożądania i destrukcji, jaką ono ze sobą niesie.

Śmiechem w ciemności – odnoszę to do wszystkiego, co dotąd z Nabokova przeczytałam – jest chyba śmiech autora, który wyłącza „normalne” światła, włącza własne i z wielkim rozbawieniem obserwuje, jak czytelnik cienie bierze za przedmioty, przedmioty za cienie, obija się o ściany i nie ma pojęcia, jak komicznie pozwala się zwodzić. Uwodzić. Na jedno wychodzi.

Wszystko, co powyżej napisałam, to tylko część, tylko jedna z wielu interpretacji – czy całości, czy fragmentów – w żadnym wypadku nie całość. Przy Nabokovie pytanie „co autor miał na myśli”, albo raczej „czemu autor tak pisze”, powraca ciągle i ciągle i za każdym razem sprawia, że z niepokojem myślę o tym, co mi podczas czytania umknęło.

Parę dni temu przeczytałam nieduży zbiór Opowiadań Nabokova – utworów z lat 1924–1952. Uderzyła mnie taka myśl: to realizm magiczny. Nie, nie taki „klasyczny”, o jakim myślimy, gdy pada nazwisko Márqueza; to nie połączenie płaszczyzny realistycznej z płaszczyzną magiczną, ich nakładanie się i przenikanie – to realizm, bardzo bolesny realizm, którego  całą magicznością jest on sam. To, co się zdarza – nawet to pozornie zwykłe coś – ma w sobie pierwiastek niezwykłości, dziwności, magii właśnie, lecz magia ta cały czas jest jak najbardziej codzienna, przyziemna. Przyziemna magia (albo magiczna przyziemność, to chyba nawet nieco lepsze określenie). Czasami wynika z zawrotu głowy, który wywołuje splot wydarzeń, czasami ze wspomnień, sentymentów i resentymentów, które się spotkają w tym samym miejscu i momencie, czasami tragifarsy, jaką są dzieje bohatera, czasami z najzwyklejsze zwykłości, w której chciałoby się znaleźć coś niezwykłego, a się nie daje. Czasami z podłości i małości ludzkiej, która też tworzy pewną magiczną – czarnomagiczną – otoczkę.
To jest magia zazwyczaj mało przyjazna, męcząca, bolesna lub złośliwa; ale jest magią.
Gdy się nad tym zastanowię, to i w Lolicie odnajduję takie magiczne przyziemności/.przyziemne magiczności.

Po części za tę magię (i uwiedzenie, i wszystko inne) winię (tak jest, winię, z zachwytem winię) styl i narrację Nabokova. W Opowiadaniach wyraźnie bawi się on i słowem, i konwencją, i zabiegami literackimi; lubi działać nieco na opak i kończyć tam, gdzie inni by zaczęli, albo zaczynać tam, gdzie inni by skończyli. Jak w Znakach i symbolach: jeden telefon niewinny, drugi niewinny, rozlega się trzeci dzwonek – i narrator kończy. Może ten trzeci telefon niesie ze sobą to, co po przeczytaniu całego opowiadania czytelnik podejrzewa – a może to kolejna pomyłka; nie wiadomo, bo w przypadku Nabokova założenie „jest tak i już” byłoby za proste. Albo jak w Powrocie Czorba, w którym narrator towarzyszy niemal cały czas tytułowemu bohaterowi, lecz na koniec, gdy napięcie osiąga punkt kulminacyjny i mam przed oczami cały szereg możliwych sytuacji – narrator pozostawia mnie, wraz z młodą prostytutką i służącym, za drzwiami pokoju, w którym panuje cisza. I nie wiem, co jest dalej – mogę sobie tylko wyobrażać, a każde moje wyobrażenie będzie tylko jednym z możliwych.

Zabieg, który spodobał mi się najbardziej, to kompozycja Kręgu – opowiadanie zaczyna się bowiem tak (uwaga, teraz będzie trochę streszczenia, trochę zdradzenia historii, a trochę potraktowania streszczenia po łebkach, bo streszczać nienawidzę): „Po drugie, ponieważ ogarnęła go nagła, szaleńcza tęsknota za Rosją. I wreszcie po trzecie, ponieważ żal mu było młodzieńczych lat i wszystkiego, co się z nimi łączy […]”*. Śledzimy wspomnienia bohatera z okresu młodzieńczego, relację z Tanią, następnie spotkanie, po latach, w innym kraju, właśnie Tani – już dorosłej, mężatki z dzieckiem, emigrantki; następnie bohater siada w kawiarni, rozmyśla nad tym spotkaniem oraz nad powodami, dla których tak to na niego podziałało – i znajduje owe powody: „Po pierwsze jednak dlatego, że Tania pozostała nadal tak samo czarująca i niedostępna jak w przeszłości”.
I tu jest koniec. I dopiero teraz ja, czytelniczka na początku zaskoczona tym otwierającym opowiadanie „Po drugie...” (aż w pierwszym odruchu zastanowiłam się, czy z moim egzemplarzem książki wszystko w porządku) – dopiero teraz obejmuję całość, przerzucam kartki na początek Kręgu, czytam – tym razem dalej! – „Po drugie.., po trzecie” – i historia zamyka mi się jakby klamrą. Zamyka się, ale się nie zamyka, bo sama czuję się jak w kręgu, jak błędnym kole wspomnień, przetrawiania dawnych urazów i uroków, obecnych urazów i uroków, zadawnionego kompleksu niższości i ciągłego pragnienia wyższości, kręcę się w tym kręgu i kręcę, i nie mogę przestać, bo początek historii mówi mi „po drugie” i każe szukać pierwszego, a koniec historii mówi mi „po pierwsze” i każe wracać – wracać! – do drugiego i trzeciego, a drugie i trzecie każą mi iść dalej – dalej! – do pierwszego, i tak w kółko.
Nachodzi mnie teraz taka myśl: to piękne pokazanie poprzez zabieg kompozycyjny swoistej fiksacji – tego ciągłego i ciągłego przetrawiania czegoś, z czym człowiek nie potrafi się ani zgodzić, ani pogodzić, ani na co nie umie machnąć ręką i stwierdzić: było, minęło, koniec powtórek. Nie, ten człowiek Nabokova, ten Inokientij z Kręgu będzie wiecznie kończył na pierwszym, by mieć możliwość rozwijania drugiego i następnych, i będzie wiecznie zaczynał od drugiego, by móc powrócić później do pierwszego, którym zakończy, by móc zacząć od drugiego...
W głowie się kręci.

I pozostaję taka pookręcana, oszołomiona i uwiedziona Nabokovem, przez Nabokova, po Nabokovie. I chciałabym powtórzyć, by porównać wrażenia dawne z obecnymi – Lolitę, Czarodzieja, Maszeńkę, Przezroczyste przedmioty. I chciałabym czytać kolejne utwory.
I dziko, dziko chciałabym mieć to widziane niedawno w Empiku dwutomowe wydanie wszystkich opowiadań Nabokova. Zatonęłabym w nich, zakręciła się, dała się uwieść bez chwili wahania.

* Cytaty za: Opowiadania, Vladimir Nabokov. Wybór i przekł. T. Truszkowska. Kraków 1988.




Opowiadania Vladimira Nabokova przeczytałam w ramach wyzwania „Z półki”.

Podziel się tym:

Comments

29 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Dzięki :) A jak pięknie będzie zacząć któryś niedzielny poranek od któregoś z dwóch tomów opowiadań zebranych Nabokova!

      Usuń
  2. Czytałam tylko "Lolitę". To nie samowite jak z takiej w gruncie rzeczy paskudnej historii, można stworzyć wspaniałą powieść.
    A wczoraj widziałam w Empiku "Oryginał Laury", niedokończoną powieść autora, którą kazał spalić. Na szczęście rodzina nie posłuchała, a teraz Muza pięknie wydała książkę, która cudnie wygląda, ma dużą wartość, zawiera niewiele treści, ma kosmiczną cenę 80 złotych i ogromnie mnie intryguje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też go niedawno widziałam! Przepięknie wydany, nie mogłam oderwać oczu. Cenę też niestety pamiętam, równie straszna, jak książka piękna... ale wobec tego już wiem, czego zażądam na Dzień Kobiet :)

      Całe szczęście, że rodziny/przyjaciele/władcy nie słuchają takich próśb-nakazów pisarzy - inaczej nie byłoby ani "Oryginału Laury", ani dzieł Kafki, ani "Eneidy" Wergiliusza. Brrr.
      Co do Nabokova jeszcze, to z całego serca polecam to, co dotąd czytałam (chciałam wymienić jeden tytuł, ale nie mogłam się zdecydować, który wybrać).

      Usuń
    2. Jak to dobrze, że era rajstop i goździków się skończyła. :P

      Do Nabokova planowałam powrót, tylko już sama nie wiem kiedy na te wszystkie książki znajdę czas. Strasznie to smutne. Nawet Ibsena jeszcze nie wypożyczyłam. =/

      Usuń
    3. Całe szczęście, że się skończyły :) Mam zamiar wykorzystać to święto jako kolejny powód do sprezentowania sobie książek!
      Tak, to strasznie smutne - to ciągłe niewyrabianie z czasem, by naczytać się do woli. Ale my jesteśmy silne i się nie damy, i dalej czytamy, prawda? :)
      Ibsena jest sporo na bookini,pl, w razie czego możesz sobie tam ściągnąć.

      Usuń
    4. Nie mam czytnika. =/
      A poza tym, to że mam coś w domu, nie oznacza, że szybciej się za to wezmę. Już czasem lepiej wypożyczyć coś w bibliotece, przynajmniej termin mnie ściga.

      A książkowy prezent na Dzień Kobiet to bardzo dobry pomysł. Zdecydowanie lepszy niż kwiatki czy czekoladki. :)

      Usuń
    5. Ja też nie mam czytnika - na tym serwisie wystarczy sobie zainstalować program Mobipocket i już, działa :)
      Ale niestety zgadzam się, u mnie też to nie przekłada się automatycznie na zabranie się do czytania.

      Książkowy prezent to dobry pomysł na każdą okazję! :) Właśnie dlatego zdecydowałam się jednak obchodzić Walentynki. Kocham się nad życie, więc w ramach dowodu miłości kupie sobie stertę książek w Gandalfie - obliczyłam, że kupując tam, a nie w Empiku, oszczędzę około trzydziestu złotych, więc mogę wydać te trzy dychy na jeszcze jedną książkę.
      Czekoladę przyjmuję tylko jako "pakiet wieczorowo-łóżkowo-herbatowy" do książki ;)

      Usuń
  3. Do Nabokova namawiać mnie nie trzeba - uwielbiam "Lolitę" a zbiór opowiadań też planuję w końcu zdjąć z półki ;) Tak się składa że kupiłam pierwszy tom z dwóch wymienionych, opowiadań zebranych, gdy na drugiego jeszcze trzeba było czekać.. Teraz drugi już jest dostępny a ja ciągle gdzieś w połowie pierwszego.. Trzeba to szybko zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skręcam się z zazdrości (i czekam na luty, by tę zazdrość zamienić na radość z powodu zdobycia tych tomów na własność). I jeszcze mam ochotę na wykłady Nabokova o literaturze. I na "Oryginał Laury". I na całego Nabokova.
      Portfel popiskuje rozpaczliwie...

      Usuń
    2. Ba, mój portfel to już w ogóle.. płacz i zgrzytanie zębów.. Ale ale w końcu człowiek pracuje, w końcu znowu pensja wpłynie i pewnie znowu nie będę w stanie oprzeć się pokusie.. :) "Oryginał Laury" też mnie kusi, choć cena (w mojej księgarni 59,90) jest powalająca..

      Usuń
    3. Ja czekam na pieniądze za zajęcia na jednej uczelni - większość zostanie wprawdzie zagospodarowana inaczej, ale coś na książki musi zostać, bo należy mi się nagroda za (katowanie studentów) wytrwałą pracę :)
      Niestety, cena powala, nawet ta u Ciebie...

      Usuń
    4. Oczywiście, że się należy! :)
      A wiesz, z tą ceną.. może warto przeczekać ten okres.. Czasem tak robię z niektórymi książkami bo później można je dostać o wiele taniej, na przykład w ramach wyprzedaży. Choć wiadomo, czekanie bywa frustrujące ;)

      Usuń
    5. No tak, to też jest jakieś rozwiązanie. Zobaczę - w każdym razie w przypadku Nabokova pierwszeństwo w kolejce do bycia kupioną mają jego dwa tomy opowiadań, wykłady o literaturze i książka o Gogolu.
      Wolę nie zliczać innych książek z listy "do kupienia"...
      Zawsze znajdziemy jakiś argument przemawiający za kupieniem książki, prawda? :)

      Usuń
    6. Nie, nie, nie i jeszcze raz nie na liczenie kwot za inne książki. Tak się po prostu nie da. Ja nawet nie patrzę na roczne zestawienia w mojej księgarni ;) Książka to konieczność życiowa jak pieczywo i woda, na to człowiek nigdy się nie zastanawia czy wydać pieniądze ;) Dlatego wiesz, nawet nie trzeba specjalnie szukać argumentów ;) :D

      Usuń
    7. Też się staram nie patrzeć - bo wiem, że jeśli spojrzę, pewnie zemdleję z wrażenia. Ale tłumaczę to sobie tak: (niemal) każdy musi mieć jakiś nałóg; ja na swoim i tak nie bankrutuję nadmiernie, a do tego co książka, to się rozwijam! :D
      Znów rzuciłam czekoladę. Dwie duże czekolady to akurat taka "Siostrzyca" do kupienia. Taką formę oszczędności zamiennej doceni i umysł, i ciało :)
      Z całego serca zgadzam się z tym "książka to konieczność życiowa jak pieczywo i woda" - czasem to nawet konieczniejsza konieczność. Zdecydowanie.

      Usuń
  4. Ja również, tak jak Ty, zostałem kiedyś uwiedziony inwokacją Lolity, jej językiem. Miałem trochę więcej lat, o dekadę, czyli dwadzieścia trzy :) Pieknie napisałaś, z uczuciem niemal. Czytać Twoje teksty to duża przyjemność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym bardziej jestem ciekawa, jak odbiorę "Lolitę" dziś, ponad dziesięć lat później. Niestety, trochę sobie poczekam na powtórkę, na razie kartony stoją, jak stoją.
      Bardzo dziękuję, wspaniale to słyszeć (czytać)! :)

      Usuń
  5. Pierwszy raz "Lolitę" przeczytałam, gdy miałam 15 lat, równo 3 lata temu. Polecił mi ją chłopak, mężczyzna już właściwie, w którym byłam zakochana do szaleństwa. I w "Lolicie" też zakochałam się do szaleństwa - szczególnie w tej początkowej inwokacji, którą również znam na pamięć. "Opowiadania" też czytałam jakiś czas temu w Paryżu. W ogóle wiele książek Nabokova kojarzy mi się z konkretnym miejscem, z innymi autorami tak jakoś nie mam.
    Jakie kolejne nabokowe utwory planujesz przeczytać? I co z moim ukochanym Musivum?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne to zakochanie, skoro zapoznało Cię z "Lolitą" :) Znajomość, która zachęca do książki, zwłaszcza do tak dobrej książki, to dobra znajomość.
      Ciekawe to kojarzenie Nabokova z miejscami. Czytanie Nabokova w Paryżu w ogóle brzmi jak wyśmienity deser...
      Planuję w najbliższym czasie kupić i przeczytać te dwa tomy opowiadań zebranych oraz "Nikołaja Gogola". Może jeszcze "Blady ogień" albo "Ada"?
      "Musivum" dziękuje za ukochanie! :) Zbieram się do pisania, ciągle zbieram, niestety, ale myślę, że w nadchodzący weekend powinnam już ruszyć. Mam zaczęte dwie strony nowego tekstu, a one mają dość leżenia kolejny tydzień i czekania. Więc jestem dobrej myśli i gromadzę siły oraz zapał :)

      Usuń
    2. Myślisz, że dasz radę dokończyć Włóczykija do marca? Strasznie chciałabym sobie wtedy go przeczytać. ;)

      Ogólnie to dobra znajomość, która zachęciła nie tylko do Nabokova - do Kundery, Goldinga, Kosińskiego, Capote Prousta i wielu innych autorów, do których sama pewnie bym się nie zbliżyła.

      Czytałam "Blady ogień". Albo czytałam i gdzieś musiałam przerwać. Ja teraz próbuję zdobyć gdzieś Nabokova po francusku albo angielsku. Tak z ciekawości.

      A jeśli już jesteśmy przy językach: umiesz może łaciński? Zawsze wydawało mi się, że umiesz, a mam pewien dość poważny problem z tym językiem :(

      Usuń
    3. Zdecydowanie bym chciała :) W końcu to raptem jeden rozdział, i to napisany, wymaga tylko przerobienia, poszerzenia i poprawienia.
      To rzeczywiście świetna znajomość :) Cała gromada wspaniałych autorów!
      Kiedyś sięgnę po oryginalną "Lolitę", też jestem ciekawa, jak wygląda.
      Znam łacinę - w końcu tłumaczyłam traktaty łacińskie :) Choć ostatni raz pracowałam regularnie z tym językiem półtora roku temu. Daj znać mailem (bibliopatka@gmail.com ), w czym rzecz, może uda mi się jakoś Ci pomóc :)

      Usuń
  6. Nie przejmuj się już plikami, bo niemal skończyłam czytać wszystko, został tylko ten jeden tekst, znów nie mogę się zebrać w sobie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, świetnie, dziękuję! :) To tak jak ja - od kilku miesięcy zbieram się po kawałeczku do pisania. Nic na siłę, i pisanie, i czytanie ma być przyjemnością.

      Usuń
  7. A ja ciągle przymierzam się do "Lolity", już teraz będę wiedziała, żeby zwrócić uwagę na inwokację.
    Póki co, oglądałam dwie ekranizacje tej powieści. Tę nowszą znają wszyscy i prawie każdy kojarzy "Lolitę" własnie z filmem z 1997r., ale niektórzy nie wiedzą, że pierwszy "Lolitę" nakręcił sam Kubrick! Fenomenalny film, który bardzo polecam. Znajduje się on w gronie moich ulubionych filmów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę z całego serca polecam, bo jest wspaniała :)
      Ta nowsza wersja, Lyne'a, z Ironsem, stara się być w miarę wierna książce, zwłaszcza jeśli chodzi o przeszłość Humberta. Natomiast wersję Kubricka, mówiąc szczerze, uważam za dosyć kiepską. Pominięcie wątku Annabel Lee zupełnie zmienia odbiór postaci Humberta i jego "nimfetkowej motywacji", Quilty jest błaznowaty, a aktorka grająca Lolitę nijak mi nie pasuje na nimfetkę. To młoda, ładna, seksowna kobieta, a nie ta specyficzna istota, którą opisywał Humbert. Jeżeli patrzę na "Lolitę" Kubricka po prostu jako na film Kubricka, to jest całkiem dobry - ale gdy przykładam do oryginału, nie jestem w stanie go strawić jako ekranizacji.

      Usuń
  8. Denerwuje mnie to, ze Twoj blog nie wyswietla sie mi sie na blogrollu, pewnie cos z RSS-em, co powoduje u mnie opoznienia w czytaniu Twoich postow.
    Pieknie napisalas o Twoich spotkaniach z Nabokovem. Za mna tylko "Maszenka" jako wstep do "Lolity". Tyle juz naczytalam sie o tej ksiazce, ale jakos wciaz odsuwam jej przeczytanie. Moze niepotrzebnie?
    Naczytalam sie juz tyle interpretacji "Lolity", ze juz sama nie wiem, czego sie spodziewac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia, dlaczego tak się dzieje - widzę, że na innych blogach wczytuję się bez problemu. Cieszę się, że mimo problemów technicznych tu zaglądasz :)
      Dziękuję, same te spotkania były piękne. Może najlepiej postaraj się zapomnieć o wszystkim, co czytałaś, i niczego się nie spodziewaj, tylko czytaj i przeżywaj? (Wiem, łatwo powiedzieć). Myślę, że spotkanie z "Lolitą" będzie bardzo wciągające.

      Usuń
  9. Ta sprawe juz naprawilam dawno, ale widze, ze nie bylo Cie juz dlugo w blogosferze.
    Licze na to, ze wrocisz i zachwycisz mnie znowu swoimi wspanialymi tekstami.

    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń