Grudniowo-świątecznie, czyli książkowy stos rośnie


Zasada jedna na dwie, ha, ha, ha. Byłam pewna, że ją naruszę (to bardzo złe podejście do własnych zasad, no cóż...) – ale, jak sobie tłumaczę: po pierwsze, od stycznia zamierzam bardziej ograniczyć wydatki na książki; po drugie, grudzień to czas świąteczny i chcę odrobinę poszaleć; po trzecie, odreagowuję jeszcze miesiące posuchy, braku pieniędzy i długi okres, gdy kupowane nowe książki były głównie literaturą fachową; po czwarte, akurat udało mi się namierzyć sporo pozycji z listy „chcę mieć”, i tej z jednego z poprzednich wpisów, i tej dodatkowej w głowie, i jeszcze parę pozycji-niespodziewanek, aż grzech byłoby nie skorzystać; po piąte, grudzień to mój miesiąc: tuż po sobie mam imieniny, mikołajki, urodziny, a potem Boże Narodzenie – a jakie mogą być lepsze prezenty niż książki?; po szóste, część zdobytych książek to prezenty (dla mnie lub ode mnie), więc się nie liczą jako kupione. Po siódme, mogłabym wymyślić jeszcze ze sto usprawiedliwień, jak choćby takie, że skoro dwudziestego pierwszego grudnia ma nastąpić koniec świata, to warto nakupować książek do woli, przynajmniej potrzyma się je parę dni w ręku jako swoje, a może i którąś zdąży się przeczytać. W każdym razie – nie czuję się winna. Czuję się szczęśliwa!


Moja grudniowa lista nabytków wygląda następująco:

Zamówienia empikowe po raz pierwszy:
Listy do młodego pisarza — Mario Vargas Llosa (już wspominane);
Wyznania młodego pisarza — Umberto Eco (już wspominane);
Szaleństwo katalogowania — Umberto Eco (już wspominane – tych trzech nie wliczam do zasady dwie na jedną, bo zostały zamówione przed jej powstaniem);
Bouvard i Pécuchet— Flaubert (już wspominane, stało się prezentem imieninowym od rodziców);
Nieznane arcydzieło — Balzac (prezent mikołajkowy od rodziców);
Klątwa Tutanchamona. Niedokończona historia egipskiego władcy — Joyce Tyldesley (mój mikołajkowy prezent dla taty).

Z mojego ulubionego antykwariatu:
Symultanka — Ingeborg Bachmann (zainteresował mnie opis);
Opowiadania — Nabokov (nie mogłam przejść obojętnie nad tymi opowiadaniami);
Kota Mruczysława poglądy na życie — E.T.A. Hoffmann (jakiś czas temu bardzo chciałam Kota Mruczysława przeczytać – i nie mogłam znaleźć w żadnej bibliotece. Gdy natrafiłam na niego na półce antykwariatu, niemal podskoczyłam z radości);
Jan Kochanowski w edukacji uczniów w latach 1564–1984 — Mieczysław Łojek (prezent imieniowo-mikołajkowo-urodzinowy od pana z tego mojego ulubionego antykwariatu. Szkolna znajomość Kochanowskiego na przestrzeni kilku epok to temat bardzo kuszący).

Z kiosku:
Agatha Raisin i miłość z piekła rodem — M. C. Beaton (serii niezłych kryminałów-czytadeł ciąg dalszy).

Prezent urodzinowy od przyjaciółki:
Tove Jansson. Mama Muminków — Boel Westin (wygląda niesamowicie i już się nie mogę doczekać jej czytania).


Z Allegro:
Rodzina Połanieckich — Henryk Sienkiewicz (mój prezent pod choinkę dla mamy i pierwszy zakup na Allegro z samodzielnego konta);
Auto da fé — Elias Canetti (bardzo chciałam ją przeczytać; parę razy zamawiałam w bibliotekach, ale jakoś za każdym razem nie wyrabiałam się na czas z odebraniem zamówienia. Teraz mam własną!);
Zapiski na pudełku od zapałek — Umberto Eco (mam Drugie zapiski – marzyło mi się, by zdobyć pierwsze i trzecie);
Trzecie zapiski na pudełku od zapałek — Umberto Eco (mam komplet!);
Kot — Georges Simenon (miałam na niego ogromną ochotę od przeczytania recenzji rr-odkowej – a w sieci miejskiej biblioteki Kot był tylko w tych filiach, do których nie należę. Teraz będę miała go na własność – już został wysłany, więc czekam, kiedy do mnie dojdzie).

I zamówienia empikowe po raz drugi:
Powstanie ’44 — Norman Davies (mój prezent pod choinkę dla taty);
What Maisie knew — Henry James (bo James, bo w oryginale, bo zapowiada się bardzo interesująco);
Z pamiętnika niemłodej już mężatki — Magdalena Samozwaniec (mój prezent pod choinkę dla mamy);
Obce dziecko Alan Hollinghurst (opis jest bardzo, bardzo apetyczny, a epicki rozmach, który ma cechować tę powieść, wart jest sprawdzenia. Na marginesie – wiecie, co sprawiło, że zamówiłam polskie tłumaczenie zamiast angielskiego oryginału? Może to śmiesznie zabrzmi, ale zadecydowała... okładka. Ta polska bardziej mi się podoba);
Trafny wybór — J.K. Rowling (Wprawdzie już wcześniej zarezerwowałam tę książkę w bibliotece, ale jednak nie wytrzymałam. Zaryzykuję – kupię Rowling i zobaczę, czy warta była tych pieniędzy);
Skrzydła gołębicy — Henry James (ach, James. O tej powieści nic dotąd nie wiedziałam, tylko tytuł kojarzyłam, i to słabo – a przecież, sądząc po opisie, zapowiada się bardzo Jamesowy majstersztyk grzebania w psychice, relacjach między ludźmi i pokazywania władzy pieniędzy. Przyszła mi do głowy jeszcze taka myśl: czy Agatha Christie w Śmierci na Nilu nie czerpała pomysłu na trójkąt miłosny – i zarazem wątek kryminalny – właśnie ze Skrzydeł gołębicy? Będę mogła stwierdzić po przeczytaniu Jamesa, ale już teraz smakuje mi to inspiracją);
Skrwawione ziemie. Europa między Hitlerem a Stalinem — Timothy Snyder (zaleta robienia codziennie prasówki, gdy wśród gazet jest „Wyborcza”: jestem na bieżąco z informacjami o nowościach wydawniczych. Dziś przeczytałam, że Snyder został laureatem tegorocznej Nagrody Historycznej imienia Moczarskiego. Uznałam, że to świetne dopełnienie prezentu dla taty – prezentu, na którym i ja się z przyjemnością czytelniczo pożywię).

(Otrzymanych na urodziny dwóch książek – Czytanie wzbronione Ugrešić i 2666 Bolaño tak, 2666 miało być pod choinkę, ale jest już teraz nie wliczam, bo kupione zostały w listopadzie).
W efekcie z dwudziestu czterech grudniowych książek tylko dwanaście liczy się jako zakupione i podlegające zasadzie jedna na dwie. Podziwiam geniusz swojego wynajdywania wymówek. I nieważne, że prezenty dla rodziców ja też z przyjemnością przeczytam – liczy się pomysłowość w usprawiedliwianiu książkowych zakupów.

Przez ostatnie dwa tygodnie miałam w pracy (we wszystkich pracach) mocno męczący okres, więc na komputer nie mogłam już patrzeć (zwłaszcza w ostatni tydzień listopada – pisaliśmy dwa ważne wnioski i wracałam do domu z takim wewnętrznym „fuj” pod adresem komputerów oraz Internetu, że aż często w ogóle nie włączałam w domu własnego sprzętu. Zresztą z miejsca padałam na łóżko, więc co tu było włączać). Teraz jeszcze tylko odliczam ten tydzień: skończę Imperium Kapuścińskiego na weekendowe zajęcia – i mogę czytać już wyłącznie to, co chcę! Co nie oznacza, że nie chcę czytać Kapuścińskiego – przecież niesamowicie wciąga – tyle że ostatnio naczytałam się go hurtem sporo i siłą rzeczy potrzebuję trochę zmiany klimatów (dlatego przed przeczytaniem Hebanu zrobiłam sobie przerwę w postaci powtórki Niedobrej miłości Nałkowskiej – mam o niej parę słów do napisania, tak jak o Ostatniej czytelniczce Bennetta, ale to w weekend). Zauważyłam przy tym, że choć wszystkie książki Kapuścińskiego bardzo mnie wciągają, to – poza Cesarzem i Szachinszachem Imperium wciąga najmocniej, o wiele bardziej niż Wojna futbolowa czy Heban. Może to wynikać z tego, że Imperium dotyczy szczególnie interesujących mnie obszaru i epoki historycznej. Zaraz usiądę do dalszej lektury.

Zamierzam wziąć kilka dni urlopu między świętami, tak by mieć w efekcie całe dwa tygodnie wolnego – i już się cieszę na to okołochoinkowe czytanie. Uwielbiam atmosferę Bożego Narodzenia oraz dni przed Nowym Rokiem – ten nastrój świątecznego rozleniwienia, odpoczynku, spowolnienia, odprężenia (objedzenia, zagrzebania w prezentach, wysypiania się etc.). To będą nasze pierwsze święta we czwórkę, z Bosmanem, więc tym bardziej się cieszę. Planuję sobie (na zasadzie „mam ochotę”, a nie „muszę”), co podczas tych dwóch tygodni przeczytam – najpewniej będą to Tove Jansson. Mama Muminków, Bouvard i Pécuchet, 2666, Kot, Skrzydła gołębicy, Zapiski na pudełku od zapałek, poza tym chciałabym wreszcie przeczytać te kupione w ostatnim czasie książki o książkach, czytaniu i pisaniu, skończyć (dopiero napoczętego) Generała w labiryncie oraz Doktora Faustusa, skończyć Idiotę, no i przeczytać coś z mojej półki anglojęzycznej, na przykład Quirkyalone, też ledwo napoczęte (pozwoliłoby mi to jednocześnie poskreślać trochę pozycji z listy książek, które chciałam przeczytać do końca tego roku – w zasadzie niczego z nich nie ruszyłam, ostatnie miesiące same zweryfikowały moją listę czytelniczą).

Podziel się tym:

Comments

8 komentarze:

  1. Świetny post :))) Czytając go ogromnie się ubawiłam :))) Twoja inwencja twórcza w wymyślaniu wymówek jest po prostu mistrzowska. Ja też jestem w tym niezła, ale gdzież mi się równać do mistrza :))
    No i jeszcze wspomnieć należy, że ogromnie zazdroszczę Ci tych zdobyczy zakupowych. Myślę, że dla nich byłabym skłonna zapomnieć o wszelkich zasadach.
    Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo mi z tego powodu miło :) Oby inwencja mnie nie opuszczała, bo już zaczynam myśleć o zakupach noworocznych...
      Zgadzam się, dla takich zakupów warto porzucić wszelkie zasady. Zdecydowanie nałogowe czytelniczki to istoty niemoralne ;)

      Usuń
    2. A już na pewno bez zasad ..... a może bezzasadne??? ;)

      Usuń
    3. A nie, zasadę przecież mamy - może i tylko jedną, ale za to bardzo ważną: zrób wszystko, żeby dorwać/przeczytać książkę :D

      Usuń
  2. Piękne, piękne zakupy, a wymówki jeszcze lepsze :D

    Przyjmij najserdeczniejsze życzenia imieninowo-urodzinowe. Dużo satysfakcji w każdej dziedzinie życia i morza książek.

    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Zakupy i wymówki wzajemnie się napędzają!

      Dziękuję, dziękuję :) O rok starsza, ale o świetne książki bogatsza, więc da się wytrzymać. Morze książek brzmi cudownie, chętnie będę w nim pływać całe święta.

      Usuń
  3. Wszystkiego najlepszego. :)

    Na kilka tych książek sama mam ochotę i to od dawna. :)
    Szczególnie "Skrwawione ziemie". W empikowym schowku już chyba od roku. W końcu się skuszę.
    A "Trafny wybór" już przeczytałam i bardzo mi się podobało.

    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)

      "Skrwawione ziemie" najpierw dam spokojnie przeczytać tacie, a potem mu podprowadzę. Jak to dobrze, że pod wieloma względami mamy podobne upodobania czytelnicze.

      Wobec tego liczę, że "Trafny wybór" się opłaci i mnie też spodoba :)

      Usuń