Między własną półką a księgarnią i biblioteką, czyli (dys)proporcje


Też tak macie? (Pytanie retoryczne, wiem, że – przynajmniej w większości wypadków – też tak macie). Stosy książek na własnych półkach, kolejne i kolejne książkowe zakupy, obok zaś słupek książek z bibliotek, wypożyczanych z mniej więcej równie obłędnym błyskiem w oku jak ten, który towarzyszy kupowaniu. A potem pada parę istotnych pytań:

  1. Kiedy ja to wszystko przeczytam?
  2. Czytać najpierw to, co z biblioteki czy to, co własne?
  3. Kiedy ja wreszcie przeczytam własne książki, które coraz bardziej tłoczą się na półkach?
  4. Kupować/wypożyczać nową książkę, gdy tyle już kupionych czeka na przeczytanie od niepamiętnych czasów?

Imani napisała mi niedawno w komentarzu, że ustaliła sobie proporcję „opanowującą szaleństwo”: nową książkę kupi dopiero po przeczytaniu dziesięciu już posiadanych. Dla mnie jest to – przynajmniej na razie – zbyt rygorystyczne, jednak jakąś metodę zapanowania nad własnym księgozbiorem – a zapanowanie nad własnym księgozbiorem to przeczytanie go bądź czytanie w miarę na bieżąco – muszę znaleźć. Do tego potrzebuję metody zapanowania nad czytaniem zbiorów własnych i wypożyczanych.
Natchniona przez wcześniejszą zasadę jedna – trzy – pięć, postanowiłam ustalić sobie też zasadę dotyczącą (dys)proporcji czytelniczo-nabywczych. Proporcje te postaram się rozkładać według zasady jedna na dwie:

  • na jedną przeczytaną książkę z biblioteki przypadają dwie przeczytane z własnych zbiorów;


  • na jedną kupioną/kupowaną książkę przypadają dwie przeczytane z tych już posiadanych (sytuacja idealna: nową książkę – jedną! – kupię dopiero wtedy, gdy przeczytam dwie już posiadane).

Ciekawa jestem, na ile uda mi się tych proporcji dopilnować (nie łudzę się, na pewno będą chwile, gdy się z tego wyłamię, szczególnie w przypadku kupowania książek). W każdym razie na osobnej podstronie poprowadzę (przynajmniej przez kilka miesięcy) „spis proporcjonalny” i zobaczę, jak to wyjdzie w praktyce.
Bo, szczerze mówiąc, chwilami naprawdę okropnie denerwuje mnie fakt, że na moich półkach kolejne i kolejne książki czekają, aż je w końcu przeczytam – i tak czekają tydzień, miesiąc, pół roku, rok, parę lat... Można się wściec.
Więc teraz, zamiast się wściekać, postaram się zaradzić na to coś konkretnego i sprecyzowanego.

Dziś kupiłam dziesiąty tom Agathy Raisin – co oznacza, że w ramach zasady jedna na dwie przeczytam Agathę Raisin i przeklętą wieś właśnie oraz skończę Wojnę futbolową Kapuścińskiego. Tylko najpierw przeczytam Życie jest z przenikania i przejrzę materiały na jutrzejsze zajęcia. Chyba jeszcze powinnam sobie ustalić jakąś zasadę na czytanie prasy, bo rośnie mi sterta kolejnych gazet i czasopism kupionych, a przeczytanych jakoś nie przybywa...
Oby przetrwać ten tydzień, potem już będzie luźniej – odpadnie mi jeden przedmiot na zaocznych, będzie po ostatniej w tym roku kalendarzowym premierze w teatrze i skończymy pisać projekty do ministerstwa, wtedy nadgonię czytanie kupowanych książek.

Podziel się tym:

Comments

11 komentarze:

  1. Twój plan jest bardzo ciekawy i myślę, ze również realistyczny:). Chętnie za parę miesięcy zobaczę Twoje listy.
    Książki policzyłam, mam ponad 700 (tak, zera się zgadzają) nieprzeczytanych. Biorąc pod uwagę, ze czytam 130-150 książek rocznie, to kilka lat czytania:( Większość z nich kupiłam, bo koniecznie je mieć musiałam, na niektóre polowałam miesiące i lata... Sama widzisz, ze muszę to jakoś ogarnąć:). Uwielbiam mieć świadomość, ze książka na mnie czeka na półce, lubię mieć. Radość z posiadania i możliwość przeczytania danej pozycji w dowolnym momencie jest ogromna, jednak trzeba zachować rozsadek (lub jego resztki).

    Pierwszy raz publicznie przyznałam się ile mam nieprzeczytanych książek,a już mam ochotę skasować ten komentarz:)

    Zapowiada się u Ciebie pracowity tydzień, życzę Ci więc, aby wszystko ułożyło się tak, jak planujesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że okaże się realny; a robienie listy będzie przyjemne, w końcu mam listobsesję, więc listy wielbię i zapraszam do zaglądania. Sama jestem ciekawa, co mi wyjdzie.
      Wolę nie liczyć swoich nieprzeczytanych książek ale podejrzewam, że też się ich zbierze kilka setek. Choćby te dziewięć tomów "Baśni tysiąca i jednej nocy", które mam od jakichś trzech lat i nadal palcem nie ruszyłam. Wkurzające.
      Zdecydowanie, trzeba ogarnąć. Też uwielbiam świadomość posiadania książek na własność - tylko co z tego posiadania, gdy usychają z tęsknoty, nieczytane? Chcę posiadać i czytać :)

      Nie kasuj, niech to będzie dla nas obu zachęta do doczytywania własnych zbiorów :)

      Dziękuję, myślę, że będzie dobrze - najbardziej mnie zmęczy wtorek, później dopiero niedziela będzie paskudna, cały dzień zajęć. Na pociechę i w nagrodę za wytrwanie poczytam sobie coś z kupionych ostatnio książek :)

      A w ogóle udało mi się włączyć opcję "odpowiedz na komentarz" i już mnie chyba normalnie widać w Blogerze :) Jestem z siebie dumna.

      Usuń
    2. Wow !! 700 książek !! No to robi wrażenie :) Ja mam pewnie około 50 - 60 nieprzeczytanych, więc właściwie nie mam się czym chwalić :)

      Usuń
    3. Te siedemset kusi do przeczytania jak najszybciej - i jednocześnie trochę przytłacza, prawda?

      Usuń
    4. No właśnie, ja myśląc o takiej liczbie oscyluję między zazdrością a przerażeniem :)

      Usuń
  2. Nie w temacie (choć jak najbardziej mnie dotyczy, oj tak ;)), ale - RSS! Jak cudownie! Dziękuję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę :D Po zmienieniu jednej rzeczy w ustawieniach włączyły się i odpowiedzi na komentarze, i RSS. Miłego RSS-owania :)
      Chyba trudno znaleźć książkoholiczkę, której ten postowy problem nie dotyczy...

      Usuń
  3. Jak już pisałam wyżej, skala moich własnych i nieprzeczytanych książek jest dużo mniejsza (po części dlatego, że wiele z kupionych przez mnie książek już wcześniej czytałam, ale tak mi się podobały, że po prostu chcę je mieć na własność), więc i moje postanowienia nie muszą być tak rygorystyczne. Jakiś czas temu założyłam sobie, że czytam dwie książki pożyczone (biblioteka, znajomi) a potem jedną własną z półki. Niestety czasami przy zbyt dużej kumulacji książek pożyczonych te proporcje ulegają zmianie, ale staram się mocno trzymać tej zasady. I może na tym poprzestańmy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja szukam teraz jakiejś formuły, która zaspokoi i moją potrzebę kupowania książek, i chęć wreszcie przeczytania tych kupionych. Liczę, że ta zasada trochę mi pomoże.
      Twoja proporcja też jest dobra, podoba mi się. Kumulacje na pewno zawsze się w którymś momencie zdarzą, ale przynajmniej wiesz, na czym stoisz i łatwiej Ci zapanować nad sytuacją :)

      Usuń
  4. Ja generalnie czytam swoje książki na bieżąco, a że w bibliotece mam możliwość przedłużenia terminu nawet o dwa miesiące to też się wyrabiam. Ale ostatnio przybyło mi trochę ksiązek i na pólce jest więcej własnych, nieprzeczytanych, a poza tym są takie, ktore leżą nieprzeczytane od lat. I do tych jest mi najtrudniej się zmobilizować. Nawet wyzwanie "z półki" nie bardzo pomogło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój problem z czytaniem na bieżąco z zakupem wiąże się też z tym, że często czytam daną książkę fachową lub jej fragment po raz kolejny - czyli odbywa się to kosztem czasu, który mógłby zostać przeznaczony na przeczytanie czegoś zupełnie nowego. A poza tym gdy na przykład Książnica urządza wyprzedaże za złotówkę, nie ma możliwości, bym nie nakupiła kilkudziesięciu książek.
      Na czym dokładnie polega wyzwanie " z półki"? Bo brzmi ładnie :)

      Usuń